fbpx

Bartłomiej Topa – wywiad

przez Pets Style
0 Komentarz

Bartku, jest nam szalenie miło, że znalazłeś dla nas czas. Naszą rozmowę chciałabym zacząć od zwierząt. Czy są one ważne w Twoim życiu?

One są tak samo ważne jak wszystko, co istnieje, co jest żywe. Jak ludzie, jak drzewa, jak całe środowisko naturalne. Nie wyobrażam sobie życia bez zwierząt.

Mamy w domu dwa buldożki francuskie – Zoję i Lunkę, dwa koty – Sznurka i Novego, i dochodzącą suczkę Myszkę. Cały zwierzyniec.

A wakacje spędzasz ze swoimi psiakami?

Te wakacje były wyjątkowe ze względu na COVID. Spędziliśmy je nad kaszubskim jeziorem. Zabraliśmy ze sobą nasze „role” – tak je nazywamy. Były absolutnie przeszczęśliwe. Biegały po plaży, po lesie. Chodziły z nami na sześciokilometrowe spacery, mimo że dla buldożków francuskich nie są wskazane bardzo długie spacery. Ale dawały sobie radę fantastycznie. Jeśli potrzebowały się zatrzymać, to się zatrzymywały, piły wodę z jeziora, a potem szliśmy dalej. Ja generalnie jestem związany ze zwierzętami od dawna. W latach 80. kończyłem technikum weterynaryjne. To była jedna z czterech szkół w Polsce o takim profilu.

Skąd pomysł na technikum weterynaryjne?

Trochę z przekory. Wszyscy szli do liceum, a ja poszedłem do technikum weterynaryjnego. Tam spędziłem pięć fantastycznych lat z moimi kumplami. Mieliśmy męską klasę. Naszym wychowawcą był doktor Wojciech Kudasik. Fantastyczny chirurg. Naprawdę bardzo wiele nas nauczył. To były lata osiemdziesiąte, więc moja zawodowa wiedza dawno wywietrzała, ale moi koledzy praktykują, są lekarzami weterynarii, mają swoje kliniki. Każdy znalazł jakąś przestrzeń, żeby dalej się rozwijać.

A jak jest z tą Twoją miłością do zwierząt?

Miłość do zwierząt pozostała. Nie mówię, że się pojawiła, ona była zawsze, choć w domu nie mieliśmy zwierząt. Była nas trójka – ja, cztery lata starsza siostra i młodszy ode mnie o półtora roku brat. Większość czasu wakacyjnego spędzałem z moimi dziadkami. Dziadek miał konie, krowy, trzodę, więc wakacje spędzałem wśród zwierząt. Obecnie moi rodzice mają dwa koty.

A co Cię najbardziej w zwierzętach pasjonuje?

Trudno mówić o pasjach. Każde zwierzę ma indywidualny charakter. Myślę tutaj o naszych „rolach”. Lunka jest oczytaną filozofką. Jest trochę taką matroną, która chroni swoją przestrzeń, a Zoja jest bardzo dociekliwa, chce poznawać nowe miejsca. Jak widzisz, teraz wyszła poza obręb miejsca, w którym rozmawiamy. A Luna jest i czeka, będzie zawsze przy mojej nodze, wsłuchana w rozmowę. J

Czy Luna jest bardziej Twoja, czy obie są Twoje?

Obie. Chociaż moja rodzina wypomina mi, że tylko Luna jest moja. I że bardziej się nią opiekuję niż Zoją. (śmiech) Zoja zawsze sobie poradzi. Mamy też małego, kilkumiesięcznego kotka Sznurka Pokiego, którego absolutnie uwielbiam.

A zgadzają się ze sobą?

Totalnie. Mam mnóstwo filmów nagranych z ich zabaw. Szczególnie Zoja lubi się bawić z Pokim. Mają wyjątkową relację. Śpią razem, wszyscy we troje.

A z Wami w łóżku też śpią?

„Role” mają taką wspaniałą cechę, która raczej nie pozwala, by z nimi spać – bardzo głośno chrapią. A ja mam dosyć delikatny i wrażliwy sen. Śpią poza sypialnią. A ostatnio śpią z Idą, naszą córką, która właśnie dostała się do technikum weterynaryjnego w Warszawie.

Czy przez miłość do natury zdecydowałeś się na współpracę z WWF?

Tak. Jesteśmy mocno związani ze środowiskiem i z tym, co środowisko nam daje, więc zastanawialiśmy się, co my możemy mu dać. W związku z tym biorę udział w różnych akcjach i angażuję się w działania charytatywne związane ze środowiskiem naturalnym. Współpracuję też z klubem Gaja, który również zajmuje się naturą i szeroko pojętym środowiskiem. Jeśli nie postawimy na środowisko, na dbanie o nie, to nasze życie na ziemi będzie zagrożone. Mamy swoje pokolenie, mamy dzieci, ich dzieci będą miały swoje dzieci, więc naszym obowiązkiem jest wspierać różne inicjatywy, które dotyczą tych najpoważniejszych i chyba najbardziej potrzebnych obszarów naszego życia, czyli dobrego powietrza, dobrej, zdrowej wody, nieprzetworzonego pożywienia i ruchu. To są dla mnie podstawowe cztery elementy, kluczowe do tego, żeby godnie żyć. Gdzieś tam zawiera się też w tym miłość do zwierząt i potrzeba bezwarunkowej miłości z ich strony.

Co sądzisz o nowym projekcie Piątka dla Zwierząt?

Myślę, że to bardzo dobry pomysł. Oczywiście, w każdych projektach jest jakiś kruczek. I zawsze to jest polityka i walka środowisk, które mają w tym swój biznes i pieniądze. Absolutnie neguję hodowlę zwierząt na futra, natomiast dobrze by było, żeby był jakiś okres przejściowy, który doprowadzi do ostatecznej likwidacji tych hodowli. Trzeba zadbać o ludzi, którzy z tego żyją. To jest dobry kierunek i będę wspierał ten projekt. Wszystko, co jest związane z ochroną zwierząt i uświadamianiem ludzi na temat wolności zwierząt i ich praw, jest kluczowe do życia w zdrowym, świadomym społeczeństwie.

Wspomagasz też fundacje, które pomagają ludziom. Szczególnie fundację Synapsis, związaną z autyzmem. Dlaczego właśnie autyzm? Czy jest jakiś konkretny powód?

Nie. Ten pomysł pojawił się podczas rozmów z moimi przyjaciółmi, na bazie doświadczeń związanych z rozwojem osobistym. I akurat w tym momencie zgłosił się do mnie Łukasz Kościuczuk, pracujący wtedy w fundacji Synapsis, z pomysłem, który miał zwiększyć świadomość społeczeństwa na temat autyzmu w Polsce. Angażowanie się ludzi związanych z mediami i aktorów w takich obszarach jest bardzo ważne. Mamy możliwość mówienia o tym na forum, także dzięki Wam możemy o tym opowiedzieć. Ci, którzy czytają Pets Style czy śledzą Wasze działania, mogą zapoznać się z naszymi ideami i udzielić wsparcia w różnych obszarach życia zarówno ludziom, jak i zwierzętom. Więc uważam, że to jest nasz, czyli ludzi mediów, obowiązek, żeby wspierać mniejszości. Zresztą teraz też jestem zaangażowany w duży projekt, który pojawi się pod koniec roku, a dotyczy wsparcia niewielkiej stosunkowo liczby osób, która bardzo cierpi.

W takim razie trzymamy mocno kciuki. To prawda, aktorzy, celebryci, dziennikarze, popierając różnego rodzaju akcje, powodują wzrost świadomości wśród społeczeństwa, bo dla wielu jesteście autorytetami i wzorcami do naśladowania.

Ważne jest też to, żeby nie pakować się w sferę ekspercką, bo zbyt mało wiemy na temat środowisk mniejszości czy zwierząt. Próbujemy nagłaśniać różne tematy, ale żeby rzeczywiście stać się ekspertem, trzeba poświęcić na to dużo więcej czasu.

Myślę, że nikt od Was tego nie wymaga. Wystarczy, że patronujecie swoją twarzą jakiejś akcji, dzięki temu ludzie podchodzą do pewnych tematów inaczej.

Zdecydowanie.

 

Oglądałam filmy z Twoim udziałem dotyczące autyzmu. Długo przygotowywałeś się do roli?

Ten projekt musiał mieć bardzo silny odbiór społeczny, więc przez kilka dobrych tygodni przygotowywaliśmy się w fundacji Synapsis razem z ekspertami i psychologami zaangażowanymi w pracę z osobami autystycznymi. Zanim te filmy ukazały się w internecie, pojawiła się też propozycja udziału w programie śniadaniowym, w którym pokazałem cechy osób z autyzmem. Potem pojawiły się filmy. Mieliśmy przygotowany cały plan na realizację tego projektu.

A czy znajomi dzwonili i pytali, co się dzieje?

Tak. Moja rodzina znała ogólnie założenia akcji i była przygotowana. Ale nikt z moich znajomych i z szerszego kręgu przyjaciół nie wiedział o tym, więc z troską, rzeczywiście, kilka osób zadzwoniło. Byli bardzo zaskoczeni. Każdy miał jakąś refleksję. Niestety, stygmatyzowanie i etykiety, które do mnie docierały, o alkoholizmie, o zażywaniu narkotyków były bardzo krzywdzące. Ale miałem świadomość, że jest to bardzo słuszny cel i trzeba w pełni zaangażować się w ten projekt. Tak też się stało.

Współpracuję nie tylko z fundacją Synapsis, ale także z ludźmi z wybrzeża czy z Łodzi. Więc jest tych miejsc sporo.

Widziałam na Twoim profilu na Facebooku, że wspierasz różnego rodzaju akcje zbiórki pieniędzy dla chorych dzieci. Czy ludzie do Ciebie piszą?

Tak, kłopot polega na tym, że nie na wszystkie prośby jestem w stanie odpowiadać. Cała tablica zapełniona byłaby ogłoszeniami o pomoc. Piszą do nas, bo nie mają wsparcia ze strony państwa albo to wsparcie nie jest wystarczające. W przypadku rzadkich chorób leki są nieprawdopodobnie drogie. A nie wszystkie są refundowane jak w innych krajach. Na przykład w przypadku SMA lek kosztuje ponad 8 milinów złotych! Jest tak ze względu na bardzo skomplikowany proces powstawania leku. To jest lek genetyczny, zmieniający strukturę genomu. Oczywiście każde zaangażowanie jest dostosowane do moich możliwości. Wokół jest całe morze potrzebujących.

Wiedzą, że jesteś człowiekiem empatycznym i lubisz pomagać. Stąd to wynika.

Pewnie tak.

W wielu wywiadach podkreślasz dużą rolę kobiet w Twoim życiu. Czy były ważne w podejmowaniu kluczowych decyzji życiowych? Czy stały za tym właśnie kobiety?

Ta symbioza, która pojawia się między mną a kobietami, jest bardzo dla mnie ważna. Wszelkie inspiracje związane z różnymi faktami w moim życiu biorą swój początek w relacjach z kobietami. Stajemy się mężczyznami przy Was. Tak ten świat jest skonstruowany. J

A jakbyś miał podać jeden moment, w którym kobieta wpłynęła na Twoją decyzję?

Potrzebowałbym chwili…

A aktorstwo?

Właśnie chciałem to przytoczyć. Zakochałem się w dziewczynie, która chciała zdawać do szkoły aktorskiej, chciałem być przy niej… zainspirowała mnie pomysłem i stało się tak, że kilka miesięcy później znalazłem się na liście studentów łódzkiej filmówki. Bardzo dużo zawdzięczam kobietom w moim życiu.

To prawda. Bez nas ten świat nie byłby taki piękny. Andrzej Poniedzielski kiedyś powiedział: Kobiety nie zmienisz, możesz zmienić kobietę, ale to niczego nie zmienia, zgodzisz się?

Coś w tym jest. Teoria, że kobiety są z Wenus, a faceci z Marsa jest prawdą. I niech tak zostanie. Zaburzenie tego „planetarnego układu” skończyłoby się klęską. J

To wszystkie byśmy się pozabijały. (śmiech)

(śmiech) Dualność procesów życia, dzięki nim możemy się rozwijać. Czerpać z tu i teraz. Cieszyć się po prostu życiem.

A co najbardziej cenisz w kobietach?

Myślę, że bezpośredniość, spontaniczność i radość życia.

A co Cię najbardziej irytuje?

(śmiech) Ostatnio słyszałem, że: Kobieta zawsze stoi za plecami swojego mężczyzny. Stoi i gada. Cały czas gada. Nie wiem, czy mnie to irytuje. Trudno powiedzieć. Myślę, że to jest symbioza. Nie mam tak, że coś mnie irytuje. Musiałbym z szacunku indywidualnie rozważać każdy przypadek czy każde moje spotkanie z kobietą. Ta dualność jest dla mnie piękna. Do każdego działania można się jakoś odnieść, ale żebym to oceniał? Co jest frustrującego albo co jest najpiękniejszego? Mogę o pięknych cechach opowiadać.

Myślę, że kobiety chętnie posłuchają…

Tak? Jesteście wyjątkowe, mądre, piękne, zawsze szlachetne, kochane, troskliwe, fantastycznie gotujecie, cudowanie się kochacie…


Czytaj dalszą część wywiadu, str. 12-19.

Może Ci się spodobać

Zostaw komentarz