fbpx

Bartłomiej Topa – wywiad

Czas czytania: 11 minuty

Bartłomiej Topa to nie tylko aktor filmowy i teatralny znany z niezapomnianych kreacji w takich produkcjach, jak Drogówka, Wesele czy Wataha. To przede wszystkim interesujący człowiek o wielkim sercu. Jaki jest prywatnie Bartłomiej Topa? Sprawdź.

Bartłomiej Topa o zwierzętach

Bartku, jest nam szalenie miło, że znalazłeś dla nas czas. Naszą rozmowę chciałabym zacząć od zwierząt. Czy są one ważne w Twoim życiu?

Bartłomiej Topa: One są tak samo ważne jak wszystko, co istnieje, co jest żywe. Jak ludzie, jak drzewa, jak całe środowisko naturalne. Nie wyobrażam sobie życia bez zwierząt.

Mamy w domu dwa buldożki francuskie – Zoję i Lunkę, dwa koty – Sznurka i Novego, i dochodzącą suczkę Myszkę. Cały zwierzyniec.

A wakacje spędzasz ze swoimi psiakami?

Bartłomiej Topa: Te wakacje były wyjątkowe ze względu na COVID. Spędziliśmy je nad kaszubskim jeziorem. Zabraliśmy ze sobą nasze „role” – tak je nazywamy. Były absolutnie przeszczęśliwe. Biegały po plaży, po lesie. Chodziły z nami na sześciokilometrowe spacery, mimo że dla buldożków francuskich nie są wskazane bardzo długie spacery. Ale dawały sobie radę fantastycznie. Jeśli potrzebowały się zatrzymać, to się zatrzymywały, piły wodę z jeziora, a potem szliśmy dalej. Ja generalnie jestem związany ze zwierzętami od dawna. W latach 80. kończyłem technikum weterynaryjne. To była jedna z czterech szkół w Polsce o takim profilu.

Skąd pomysł na technikum weterynaryjne?

Bartłomiej Topa: Trochę z przekory. Wszyscy szli do liceum, a ja poszedłem do technikum weterynaryjnego. Tam spędziłem pięć fantastycznych lat z moimi kumplami. Mieliśmy męską klasę. Naszym wychowawcą był doktor Wojciech Kudasik. Fantastyczny chirurg. Naprawdę bardzo wiele nas nauczył. To były lata osiemdziesiąte, więc moja zawodowa wiedza dawno wywietrzała, ale moi koledzy praktykują, są lekarzami weterynarii, mają swoje kliniki. Każdy znalazł jakąś przestrzeń, żeby dalej się rozwijać.

A jak jest z tą Twoją miłością do zwierząt?

Bartłomiej Topa: Miłość do zwierząt pozostała. Nie mówię, że się pojawiła, ona była zawsze, choć w domu nie mieliśmy zwierząt. Była nas trójka – ja, cztery lata starsza siostra i młodszy ode mnie o półtora roku brat. Większość czasu wakacyjnego spędzałem z moimi dziadkami. Dziadek miał konie, krowy, trzodę, więc wakacje spędzałem wśród zwierząt. Obecnie moi rodzice mają dwa koty.

A co Cię najbardziej w zwierzętach pasjonuje?

Bartłomiej Topa: Trudno mówić o pasjach. Każde zwierzę ma indywidualny charakter. Myślę tutaj o naszych „rolach”. Lunka jest oczytaną filozofką. Jest trochę taką matroną, która chroni swoją przestrzeń, a Zoja jest bardzo dociekliwa, chce poznawać nowe miejsca. Jak widzisz, teraz wyszła poza obręb miejsca, w którym rozmawiamy. A Luna jest i czeka, będzie zawsze przy mojej nodze, wsłuchana w rozmowę. J

Czy Luna jest bardziej Twoja, czy obie są Twoje?

Bartłomiej Topa: Obie. Chociaż moja rodzina wypomina mi, że tylko Luna jest moja. I że bardziej się nią opiekuję niż Zoją. (śmiech) Zoja zawsze sobie poradzi. Mamy też małego, kilkumiesięcznego kotka Sznurka Pokiego, którego absolutnie uwielbiam.

A zgadzają się ze sobą?

Bartłomiej Topa: Totalnie. Mam mnóstwo filmów nagranych z ich zabaw. Szczególnie Zoja lubi się bawić z Pokim. Mają wyjątkową relację. Śpią razem, wszyscy we troje.

Bartłomiej Topa
fot. Paweł Pakosz

A z Wami w łóżku też śpią?

Bartłomiej Topa: „Role” mają taką wspaniałą cechę, która raczej nie pozwala, by z nimi spać – bardzo głośno chrapią. A ja mam dosyć delikatny i wrażliwy sen. Śpią poza sypialnią. A ostatnio śpią z Idą, naszą córką, która właśnie dostała się do technikum weterynaryjnego w Warszawie.

Pomoc potrzebującym

Czy przez miłość do natury zdecydowałeś się na współpracę z WWF?

Bartłomiej Topa: Tak. Jesteśmy mocno związani ze środowiskiem i z tym, co środowisko nam daje, więc zastanawialiśmy się, co my możemy mu dać. W związku z tym biorę udział w różnych akcjach i angażuję się w działania charytatywne związane ze środowiskiem naturalnym. Współpracuję też z klubem Gaja, który również zajmuje się naturą i szeroko pojętym środowiskiem. Jeśli nie postawimy na środowisko, na dbanie o nie, to nasze życie na ziemi będzie zagrożone. Mamy swoje pokolenie, mamy dzieci, ich dzieci będą miały swoje dzieci, więc naszym obowiązkiem jest wspierać różne inicjatywy, które dotyczą tych najpoważniejszych i chyba najbardziej potrzebnych obszarów naszego życia, czyli dobrego powietrza, dobrej, zdrowej wody, nieprzetworzonego pożywienia i ruchu. To są dla mnie podstawowe cztery elementy, kluczowe do tego, żeby godnie żyć. Gdzieś tam zawiera się też w tym miłość do zwierząt i potrzeba bezwarunkowej miłości z ich strony.

Co sądzisz o nowym projekcie Piątka dla Zwierząt?

Bartłomiej Topa: Myślę, że to bardzo dobry pomysł. Oczywiście, w każdych projektach jest jakiś kruczek. I zawsze to jest polityka i walka środowisk, które mają w tym swój biznes i pieniądze. Absolutnie neguję hodowlę zwierząt na futra, natomiast dobrze by było, żeby był jakiś okres przejściowy, który doprowadzi do ostatecznej likwidacji tych hodowli. Trzeba zadbać o ludzi, którzy z tego żyją. To jest dobry kierunek i będę wspierał ten projekt. Wszystko, co jest związane z ochroną zwierząt i uświadamianiem ludzi na temat wolności zwierząt i ich praw, jest kluczowe do życia w zdrowym, świadomym społeczeństwie.

Wspomagasz też fundacje, które pomagają ludziom. Szczególnie fundację Synapsis, związaną z autyzmem. Dlaczego właśnie autyzm? Czy jest jakiś konkretny powód?

Bartłomiej Topa: Nie. Ten pomysł pojawił się podczas rozmów z moimi przyjaciółmi, na bazie doświadczeń związanych z rozwojem osobistym. I akurat w tym momencie zgłosił się do mnie Łukasz Kościuczuk, pracujący wtedy w fundacji Synapsis, z pomysłem, który miał zwiększyć świadomość społeczeństwa na temat autyzmu w Polsce. Angażowanie się ludzi związanych z mediami i aktorów w takich obszarach jest bardzo ważne.

Mamy możliwość mówienia o tym na forum, także dzięki Wam możemy o tym opowiedzieć. Ci, którzy czytają Pets Style czy śledzą Wasze działania, mogą zapoznać się z naszymi ideami i udzielić wsparcia w różnych obszarach życia zarówno ludziom, jak i zwierzętom. Więc uważam, że to jest nasz, czyli ludzi mediów, obowiązek, żeby wspierać mniejszości. Zresztą teraz też jestem zaangażowany w duży projekt, który pojawi się pod koniec roku, a dotyczy wsparcia niewielkiej stosunkowo liczby osób, która bardzo cierpi.

W takim razie trzymamy mocno kciuki. To prawda, aktorzy, celebryci, dziennikarze, popierając różnego rodzaju akcje, powodują wzrost świadomości wśród społeczeństwa, bo dla wielu jesteście autorytetami i wzorcami do naśladowania.

Bartłomiej Topa: Ważne jest też to, żeby nie pakować się w sferę ekspercką, bo zbyt mało wiemy na temat środowisk mniejszości czy zwierząt. Próbujemy nagłaśniać różne tematy, ale żeby rzeczywiście stać się ekspertem, trzeba poświęcić na to dużo więcej czasu.

Myślę, że nikt od Was tego nie wymaga. Wystarczy, że patronujecie swoją twarzą jakiejś akcji, dzięki temu ludzie podchodzą do pewnych tematów inaczej.

Bartłomiej Topa: Zdecydowanie.

Bartłomiej Topa
fot. Paweł Pakosz

Oglądałam filmy z Twoim udziałem dotyczące autyzmu. Długo przygotowywałeś się do roli?

Bartłomiej Topa: Ten projekt musiał mieć bardzo silny odbiór społeczny, więc przez kilka dobrych tygodni przygotowywaliśmy się w fundacji Synapsis razem z ekspertami i psychologami zaangażowanymi w pracę z osobami autystycznymi. Zanim te filmy ukazały się w internecie, pojawiła się też propozycja udziału w programie śniadaniowym, w którym pokazałem cechy osób z autyzmem. Potem pojawiły się filmy. Mieliśmy przygotowany cały plan na realizację tego projektu.

A czy znajomi dzwonili i pytali, co się dzieje?

Bartłomiej Topa: Tak. Moja rodzina znała ogólnie założenia akcji i była przygotowana. Ale nikt z moich znajomych i z szerszego kręgu przyjaciół nie wiedział o tym, więc z troską, rzeczywiście, kilka osób zadzwoniło. Byli bardzo zaskoczeni. Każdy miał jakąś refleksję. Niestety, stygmatyzowanie i etykiety, które do mnie docierały, o alkoholizmie, o zażywaniu narkotyków były bardzo krzywdzące. Ale miałem świadomość, że jest to bardzo słuszny cel i trzeba w pełni zaangażować się w ten projekt. Tak też się stało.

Współpracuję nie tylko z fundacją Synapsis, ale także z ludźmi z wybrzeża czy z Łodzi. Więc jest tych miejsc sporo.

Widziałam na Twoim profilu na Facebooku, że wspierasz różnego rodzaju akcje zbiórki pieniędzy dla chorych dzieci. Czy ludzie do Ciebie piszą?

Bartłomiej Topa: Tak, kłopot polega na tym, że nie na wszystkie prośby jestem w stanie odpowiadać. Cała tablica zapełniona byłaby ogłoszeniami o pomoc. Piszą do nas, bo nie mają wsparcia ze strony państwa albo to wsparcie nie jest wystarczające. W przypadku rzadkich chorób leki są nieprawdopodobnie drogie. A nie wszystkie są refundowane jak w innych krajach. Na przykład w przypadku SMA lek kosztuje ponad 8 milinów złotych! Jest tak ze względu na bardzo skomplikowany proces powstawania leku. To jest lek genetyczny, zmieniający strukturę genomu. Oczywiście każde zaangażowanie jest dostosowane do moich możliwości. Wokół jest całe morze potrzebujących.

Wiedzą, że jesteś człowiekiem empatycznym i lubisz pomagać. Stąd to wynika.

Bartłomiej Topa: Pewnie tak.

Kobiety w życiu Bartłomieja Topy

W wielu wywiadach podkreślasz dużą rolę kobiet w Twoim życiu. Czy były ważne w podejmowaniu kluczowych decyzji życiowych? Czy stały za tym właśnie kobiety?

Bartłomiej Topa: Ta symbioza, która pojawia się między mną a kobietami, jest bardzo dla mnie ważna. Wszelkie inspiracje związane z różnymi faktami w moim życiu biorą swój początek w relacjach z kobietami. Stajemy się mężczyznami przy Was. Tak ten świat jest skonstruowany. J

A jakbyś miał podać jeden moment, w którym kobieta wpłynęła na Twoją decyzję?

Bartłomiej Topa: Potrzebowałbym chwili…

A aktorstwo?

Bartłomiej Topa: Właśnie chciałem to przytoczyć. Zakochałem się w dziewczynie, która chciała zdawać do szkoły aktorskiej, chciałem być przy niej… zainspirowała mnie pomysłem i stało się tak, że kilka miesięcy później znalazłem się na liście studentów łódzkiej filmówki. Bardzo dużo zawdzięczam kobietom w moim życiu.

To prawda. Bez nas ten świat nie byłby taki piękny. Andrzej Poniedzielski kiedyś powiedział: Kobiety nie zmienisz, możesz zmienić kobietę, ale to niczego nie zmienia, zgodzisz się?

Bartłomiej Topa: Coś w tym jest. Teoria, że kobiety są z Wenus, a faceci z Marsa jest prawdą. I niech tak zostanie. Zaburzenie tego „planetarnego układu” skończyłoby się klęską. J

To wszystkie byśmy się pozabijały. (śmiech)

Bartłomiej Topa: (śmiech) Dualność procesów życia, dzięki nim możemy się rozwijać. Czerpać z tu i teraz. Cieszyć się po prostu życiem.

A co najbardziej cenisz w kobietach?

Bartłomiej Topa: Myślę, że bezpośredniość, spontaniczność i radość życia.

A co Cię najbardziej irytuje?

Bartłomiej Topa: (śmiech) Ostatnio słyszałem, że: Kobieta zawsze stoi za plecami swojego mężczyzny. Stoi i gada. Cały czas gada. Nie wiem, czy mnie to irytuje. Trudno powiedzieć. Myślę, że to jest symbioza. Nie mam tak, że coś mnie irytuje. Musiałbym z szacunku indywidualnie rozważać każdy przypadek czy każde moje spotkanie z kobietą. Ta dualność jest dla mnie piękna. Do każdego działania można się jakoś odnieść, ale żebym to oceniał? Co jest frustrującego albo co jest najpiękniejszego? Mogę o pięknych cechach opowiadać.

Myślę, że kobiety chętnie posłuchają…

Bartłomiej Topa: Tak? Jesteście wyjątkowe, mądre, piękne, zawsze szlachetne, kochane, troskliwe, fantastycznie gotujecie, cudowanie się kochacie…

Aktorstwo przed duże A

Nie sposób się z tym nie zgodzić. Czy był jakiś punkt przełomowy w Twojej karierze?

Bartłomiej Topa: Spotkanie z Wojtkiem Smarzowskim było takim momentem. Potem otworzyła się dla mnie przestrzeń grania i doświadczania aktorskiego z innymi reżyserami. Więc to był ten moment, spotkanie Wojtka i realizacja pierwszego spektaklu Teatru Telewizji pod tytułem „Kuracja” na podstawie prozy Jacka Głębskiego.

A kolejny…

Bartłomiej Topa: Kolejne to „Drogówka”, „Dom zły”, „Wesele” itd.

Czy pamiętasz swoją największą wpadkę – taką, że koledzy płakali ze śmiechu?

Bartłomiej Topa: Wiele takich momentów było. Ostatnio w kluczowym momencie sceny spektaklu „Dobrze się kłamie”, w którym gram razem z moją teatralną żoną Kasią Kwiatkowską, z Olgą Bołądź, a także z Szymonem Bobrowskim, Wojtkiem Zielińskim i z Marcinem Perchuciem. Pomyliłem imiona bohaterów, co miało kluczowe znaczenie dla spektaklu. Oczywiście, wszyscy zamarli. Było napięcie, o którym tylko my wiedzieliśmy. Zaczęliśmy się bardzo śmiać. Widownia również zareagowała bardzo spontanicznie, przez chwilę cała sala wraz z nami nie mogła opanować śmiechu. Finalnie wszystko dobrze się potoczyło, ale tę scenę musieliśmy rozpocząć od nowa. Takich momentów zdarza się mnóstwo. Szczególnie na deskach teatralnych.

Czy Bartłomiej Topa płacze na filmach?

Bartłomiej Topa: Są filmy, na których mocno się wzruszam.

A czy pamiętasz film, na którym ostatnio tak się stało?

Bartłomiej Topa: Ostatnio płakałem na filmie „Manchester by the Sea”. Ten film wywarł na mnie ogromne wrażenie.

Powiesz nam, o czym był?

Bartłomiej Topa: To historia rodzinna. Miłość, zdrady i śmierć. Ciężkie kino.

Wiele osób, oglądając film, próbuje utożsamić się z bohaterami i, kolokwialnie mówiąc, wejść w ich buty.

Bartłomiej Topa: No tak. Kino jest lustrem dla naszych życiowych wydarzeń. Często jest inspiracją, często jest potwierdzeniem naszych decyzji czy działań. Możemy się dzięki niemu rozwijać. Weryfikować swoje wartości, które też ulegają procesom i zmianie. Więc tak, utożsamiamy się z naszymi bohaterami czy z działaniami naszych bohaterów, wchodzimy świadomie w świat „magii i czarów”.

Porozmawiajmy, proszę, jeszcze o zwierzętach w serialu Wataha.

Bartłomiej Topa: Pogranicznicy w swojej pracy korzystają ze wsparcia tresowanych psów. W Watasze mieliśmy wymiennie dwa grające wilczury. To były bardzo dobre, tresowane psy. Wilczury najczęściej bardzo dobrze poddają się tresurze. Nasze wilczury były wspaniałymi aktorami! J

Jak się gra ze zwierzętami? Czy jest to trudne?

Bartłomiej Topa: Oczywiście, to jest wymagające. Dlatego dobiera się takie zwierzęta, które są nie tyle posłuszne, ile współpracują z ludźmi. Albo są bardzo spokojne. Kręcenie scen ze zwierzętami jest czasochłonne, ale przynosi mnóstwo radości i satysfakcji. Podejrzewam, że moja Lunka byłaby idealną aktorką. Jeśli pojawi się pomysł, by skorzystać z jej talentu, na pewno taką propozycję rozważymy. J

A teraz pracujesz nad jakimś filmem, sztuką?

Bartłomiej Topa: Po przerwie spowodowanej pandemią powoli wracamy do pracy zarówno na scenie, jak i w filmie. Obecnie pracuję nad filmem o roboczym tytule „Wilk” – to historia dziejąca się w środowisku zawodników MMA. Jestem też na planie filmu „Orlęta” w reżyserii Krzysztofa Łukaszewicza, tutaj akcja rozgrywa się podczas II wojny światowej, gram postać podoficera broniącego miasto Grodno przed Sowietami.

Wracam też na teatralne deski mimo pięćdziesięcioprocentowej obecności widzów na widowni. Poza spektaklami, w których już biorę udział: „Ludzie inteligentni”, „Dobrze się kłamie”, jestem już po pierwszych spektaklach z publicznością ze sztuką „Kolacja dla głupca” Francisa Webera, razem z Cezarym Żakiem, z Agnieszką Więdłochą, Małgosią Pieczyńską i z Michałem Zielińskim.

Ostatnie pytanie. Czy ciężko było Ci się wcielić w jakąś postać przez Ciebie graną?

Bartłomiej Topa: Decyzję o udziale w filmie podejmuję po przeczytaniu scenariusza, biorę również pod uwagę doświadczenie twórców po drugiej stronie kamery. Ale lubię też pracować z debiutującymi reżyserami, jestem ciekawy ich spojrzenia na świat. Staram się, by każda rola była dla mnie wyzwaniem, i bywa tak, że wraz z moimi koleżankami, kolegami przekraczam strefę wewnętrznego komfortu. To są jedne z najpiękniejszych wyzwań.

Mówisz o scenach intymnych?

Bartłomiej Topa: Niekoniecznie. Mówię o scenach, które dotyczą motywacji bohaterów. Na jakiej podstawie podejmują takie decyzje, a nie inne, mając tyle lat, ile mają. Z tym się czasami zmagamy, przynajmniej ja się zmagam. Ale to oczywiście kwestia wyobraźni i gry, którą podejmujemy, oraz świadomości, że to jest przecież tylko film.

Bartku, bardzo Ci dziękuję. Było nam niezmiernie miło.

Bartłomiej Topa: I ja dziękuję. To była dla mnie również bardzo miła rozmowa.

rozmawiała: Edyta Winiarska

Przeczytaj również

Zostaw komentarz