PETS STYLE
  • Aktualności
  • Diamenty Zoologii
  • Pies
  • Kot
  • Akwarystyka
  • Ptaki & Gryzonie
  • Lifestyle
  • Quiz
LifestylePies

Pączek zaprasza do Domów Morskich

przez Pets Style 12 sierpnia, 2020

Cześć, jestem Pączek (dla przyjaciół Pączur). Mam 7 miesięcy, masę pomysłów i jeszcze więcej energii. Razem z moim starszym bratem Grahamem oraz z Natalią i Szymonem mieszkam przez całe lato w Domach Morskich. Dziś opowiem Ci, dlaczego warto zabrać swoich ludzi na wakacje właśnie do nas!

Psiolubne domki

Każdy z Domów Morskich jest psiolubny. Tak mówi Natalia i dodaje: Dla nas pies to członek rodziny, dlatego w Domach Morskich czworonożni przyjaciele naszych Gości są zawsze mile widziani. Nie pobieramy dodatkowych opłat za pobyt psów (nawet dwóch!) i nie wprowadzamy żadnych ograniczeń co do wagi i wielkości czworonogów. Fajnie, prawda? Do każdego z naszych domków możesz przyjechać ze swoimi człowiekami, nieważne jak duży urosłeś i ile ważysz! Poczęstujemy Cię jakimś pysznym smakołykiem, a nawet pożyczymy Ci kocyk i miskę.

Ogrodzone tarasy i ogródki

W naszym domku w Domach Morskich najbardziej lubię duży, ogrodzony taras. Mogę się tu wygrzewać na słoneczku, przeciągać z Grahamem i odpoczywać łapami do góry. Takie tarasy jak nasz są w każdym jednopoziomowym domku. Żółte domki, te dwupiętrowe, mają swoje własne ogródki z pachnącą, mięciutką trawką. Pomagałem Szymonowi stawiać płotki dookoła każdego z nich i wtedy tłumaczył mi, że robimy to właśnie dla naszych czworonożnych Gości. Chcielibyśmy, żeby czuli się u nas bezpiecznie.

Wybieg

To moje najulubieńsze miejsce na świecie! Mogę tu biegać bez smyczy, hopsać przez przeszkody i moczyć łapy w naszym basenie. Natalia mówi, że wybieg ma 400 m kw., jest ogrodzony i zamykany na furtkę. Nie wiem, co to ta frutka, bo bardziej interesuje mnie wielka skrzynia, która stoi w rogu wybiegu i świetnie pachnie! W niej są wszystkie najlepsze sznury do przeciągania, piłki i szarpaki, którymi bawimy się z Grahamem. I Ty też możesz!

Psiedukacja

Raz do roku przyjeżdżają do nas wujek z Warszawy i dużo fajnych ludzi z psiakami naraz. Wszyscy razem ćwiczą, uczą się różnych sztuczek i chodzą na długie spacery. Natalia mówi, że ten wujek jest behawiorystą ze szkoły Control Dog i że jak będę starszy, to też będę mógł wziąć udział w takim obozie.

Psiestrzeń

Chociaż uwielbiam poznawać nowych psijaciół i ich opiekunów, zawsze szanuję ich psiestrzeń i nigdy nie biegam bez smyczy po terenie naszego ośrodka. Wiem, że to bardzo ważne, bo Natalia przypomina o tym każdemu z naszych Gości. Poza wybiegiem powinniśmy zawsze chodzić na smyczy, a zanim podejdziemy do drugiego psiaka, nasi opiekunowie powinni zapytać, czy to w ogóle dobry pomysł. I wiem też, że nie ma się o co obrażać, gdy ktoś odmówi, bo najważniejsze jest, żebyśmy wszyscy czuli się swobodnie i miło spędzili wakacje.

PS Pamiętaj, żeby bezpiecznie przewieźć do nas swojego psiaka.
Przeczytaj artykuł

 

Czekamy na Was! Psijeżdżajcie :)

Wejdź na stronę https://domymorskie.pl/
Polub stronę na Facebooku https://www.facebook.com/domymorskie/
Zarezerwuj nocleg [email protected]

12 sierpnia, 2020 0 Komentarze
2 FacebookTwitterLinkedinWhatsappEmail
AkwarystykaRoślinyZakładanie akwarium

Akwarium naturalne – iwagumi, ryuboku, mizube i ragwork

przez Pets Style 11 sierpnia, 2020

Akwaria naturalne cieszą się bardzo dużą popularnością w ostatnich latach. Ze względu na mistrzowskie połącznie roślin, korzeni i skał. Poznaj cztery style akwarystyki natuaralnej – iwagumi, ryuboku, mizube i ragwork – i sprawdź, czym się charakteryzują.

Skąd czerpać inspiracje aranżując akwarium naturalne

Akwarium naturalne to odtworzenie ekosystemu, jaki spotkamy w naturze, m.in. w tropikalnych rzekach i jeziorach. To wyjątkowy świat tworzony przez połączenie piękna natury z harmonijnym środowiskiem.

Nieskończonym źródłem inspiracji dla akwarystów jest amazoński las deszczowy w porze deszczowej, poprzecinany rzekami tętnią­cymi bogactwem fauny i flory. W porze suchej, kiedy poziom wody bardzo opada, rzeki odkrywają spoczywające na dnie skały i kamienie otoczone zielonymi trawami. Korzenie obmy­wane przez wodę przez wiele lat pokazują swoje niesamowite kształty i fakturę.

Przeniesienie do akwarium krajobrazów, jakie obser­wujemy w naturze, wykorzystanie naturalnych materiałów dekoracyjnych, posadzenie bujnej roślinności, wśród której spokojnie pływają kolorowe rybki, sprawiają, że akwaria natu­ralne są niezwykle dekoracyjne. A obserwacja ich wnętrza daje chwile wytchnienia i relaksu.

Style w akwarium naturalnym

Twórcą akwarystyki naturalnej był Takashi Amano (1954–2015), japoński wizjoner akwarystyki, którego pracami zachwycamy się już od ponad 30 lat. Jako profesjonalny fotograf doskonale potrafił przenieść podpatrzo­ne w naturze krajobrazy do akwarium. Łączył korzenie i skały z roślinami w niepowtarzalny sposób – zapierający dech w piersiach nie tylko akwarystów. W ciągu jego wieloletniej pracy na rzecz rozwijania akwarystyki naturalnej wykreował cztery podstawowe style aranżacji.

Akwarium naturalne w stylu iwagumi

Iwagumi to najstarszy styl, którego źródło odnajdu­jemy w sztuce tworzenia starożytnych japońskich ogrodów. Odpowiednio ustawione skały są jedyną formą dekoracji, a ich liczba powinna być nieparzysta.

Skały w iwagumi

W akwarium naturalnym w stylu iwagumi muszą znaleźć się trzy podstawo­we skały, które tworzą klasyczny układ triady zwany sanzon:

  • oyaishi,
  • fukuishi,
  • soeishi,

Oyaishi to największa skała, a jej wysokość powinna osiągać mniej więcej dwie trzecie wysokości zbiornika. Jej nachylenie w stronę dalszego boku akwarium zobrazuje zjawisko prze­pływu wody, a także siły nacisku, jaki wywiera ona na skałę.

Fukuishi powinien być mniejszy od oyaishi o jedną trzecią i znajdować się po jego prawej lub lewej stronie.

Soeishi powi­nien być znacznie mniejszy od fukuishi, by podkreślić wielkość oyaishi.

Wbrew pozorom ułożenie skał, dobór ich wiel­kości, koloru oraz faktury nie jest takie proste i oczywiste. Co ważne, wszystkie kawałki powinny pochodzić z jednego ro­dzaju skały.

iwagumi

Zazwyczaj środek ciężkości aranżacji przesuwa się w jedną ze stron. Przy tworzeniu tego typu kompozycji kieruj się zasadą złotego podziału. Zasada ta mówi, że element przyciągający wzrok powinien znajdować się w miejscu, gdzie stosunek odległości od boków akwarium powinien mieć proporcje około 1 : 1,6. Niemniej jednak spotyka się również doskonałe aranżacje, gdzie kluczowy element jest umieszczony centralnie.

Co ważne, duże znaczenie ma odpowiednie ułożenie podłoża. A także zachowanie właściwego nachylenia, dzięki temu uzyskasz korzystniejszą perspektywę, a co za tym idzie, lepszy odbiór kompozycji przez oglądających.

Iwagumi to styl aranżacji akwarium, którego źródło odnajdujemy w sztuce tworzenia starożytnych japońskich ogrodów. 

Rośliny w iwagumi

Do obsadzenia zbiornika, w szczególności na pierw­szym i drugim planie, używa się roślin, które po rozrośnięciu się tworzą „trawniki”. Do takich gatunków zaliczamy między inny­mi:

  • Glossostigma elatinoides,
  • Eleocharis parvula,
  • Eleocharis aci­cularis,
  • Echinodorus tenellus.

Trzeci plan stanowią rośliny, które będą służyć za delikatne tło, ale nie jest to konieczne.

Osiągniecie doskonałych efektów przy tworzeniu iwagumi wymaga niezwykłego instynktu i wielu miesięcy pracy z materiałami na sucho. Układane elementy dekoracji powinny być większe i nieco przeskalowane – zbyt małe skały zginą w bujnej, szybko rozrastającej się roślinności.

Styl mizube w akwarystyce naturalnej

Mizube to rozwinięcie stylu ryuboku. W mizube dekoracje wychodzą poza obrys akwarium, podob­nie jak ma to miejsce w naturze. Przy aranżowaniu zbiornika w stylu mizube duże znaczenie ma dobór drewna, im bardziej pokręcone korzenie z licznymi odnogami, tym lepiej. Dzięki korzeniom i skałom, które wystają ponad lustro wody, w ciekawy sposób możesz pokazać przekrój strumienia lub tropikalnej rzeki. A efekt Twojej kompozycji może być bardzo spektakularny.

Specyficzną dla niego cechą są dekoracje oraz rośliny, które wychodzą ponad taflę wody. 

Dodatkowe możliwości daje zastosowanie roślin, które mogą przerastać i wyrastać ponad lustro wody. Charakter tych aranżacji sprawia, że mogą być tworzone tylko w akwa­riach otwartych, najlepiej z podwieszonym nad nimi oświetle­niem. Dzięki temu wyrastające rośliny i wystające dekoracje dodają aranżacji dodatkowego uroku.

akwarium naturalne w stylu mizube

Akwarium naturalne w stylu ryuboku

Ryuboku to styl, w którym swobodnie łączymy:

  • drewno,
  • skały,
  • rośliny.

Inspiracją do stwo­rzenia tego stylu przez Takashiego Amano były deszczowe lasy w Amazonii, które uwielbiał fotografować.

Przy tworzeniu zbiornika w stylu ryuboku ogranicza Cię tylko wymiar akwarium i Twoja własna wyobraźnia. Ta dowolność kompozycji sprawia, że jest to najczęściej spoty­kany rodzaj aranżacji w akwarystyce roślinnej. Chcąc odtworzyć dzikie lasy deszczowe, musisz skupić się na detalach.

Akwarium naturalne to aranżacje, które często są bardzo skomplikowane, ze względu na:

  • korzenie przeplatają się wzajemnie,
  • umiejętnie wkomponowane skały,
  • deko­racje porośnięte mchami.

W akwariach typu ryuboku, przy odpowiedniej kom­pozycji stosujemy każdy rodzaj roślin. Od roślin trawnikowych po rośliny wysokie na trzecim planie, a także epifity. Ważne! Epifitów nie sadzimy w podłożu. Porośla przystosowały się do życia i rozwoju przyczepione do kamieni, korzeni lub innych roślin. Dzięki temu cała kompozycja staje się tajemnicza.

akwarium naturalne w stylu ryuboku

Ragwork, czyli styl w akwarium naturalnym

Ragwork to najmłodszy z przedstawionych stylów, dlatego jego historia ma niespełna kilka lat. Akwarium naturalne w stylu ragwork bazuje na koncepcji iwagumi. Strome górskie zbocza odtwarzane są za pomocą dużej ilości skał. W stylu ragwork nie ma żadnych konkret­nych zasad. Natomiast ważne jest, by uzyskać jak najlepsze podo­bieństwo do natury. Spotykane w akwariach górskie łańcuchy nie są jednak proste do ułożenia. Dodatkowo nie są też łatwe do obsadzenia roślinnością. Pamiętaj, aby nie stosować zbyt w stylu ragwork wysokich roślin, żeby nie zatracić wrażenia górskich łąk.

Ragwork odtwarza strome górskie zbocza.

Podsumowanie:

  • Akwarystyka naturalna polega na odtworzeniu zaczerpnię­tych z natury krajobrazów za pomocą naturalnych materiałów, takich jak: korzenie, kamienie i rośliny.
  • Akwarium naturalne urządzone w stylu iwagumi przypomina pod­wodną łąką z elementami skalnymi. Istotą są precyzyjnie dobrane fragmenty skał, których liczba powinna być nieparzysta.
  • W akwarium naturalnym w stylu ryuboku dowolnie łączymy drewno i skały, a także duże ilości roślin.
  • Akwarium naturalne w stylu mizube to rozwinięty stylu ryuboku, w którym dominują korzenie.
  • Ragwork w akwarium naturalnym pozwola na odtworzenie stromych górskich zboczy, bazuje na stylu iwagumi.

11 sierpnia, 2020 0 Komentarze
6 FacebookTwitterLinkedinWhatsappEmail
PiesPodróże z psem

Zwiedzam pomorskie z czworonogiem

przez Pets Style 8 sierpnia, 2020

Posiadanie pupila wiąże się wieloma przyjemnościami, ale i obowiązkami. Czas wakacji i wypoczynku letniego stawia przed nami pytanie, gdzie można pojechać razem z czworonożnym przyjacielem.

I tu okazuje się, że wspólny wyjazd wcale nie jest trudny, szczególnie gdy wybierzemy województwo pomor­skie. Pomorskie pochwalić się może szeroką ofertą wypoczynku dla osób podróżujących ze zwierzętami, a wśród miejsc, które można zwiedzać w ich towarzystwie, są nawet placówki muzealne.

Słowiński Park Narodowy jest jednym z dwudziestu trzech parków narodowych w Polsce i jednym z dwóch parków nadmorskich. Został on utworzony, by zachować w niezmienio­nym stanie piękne systemy jezior przymorskich oraz znajdujące się tu bagna, torfowiska, łąki, nadmorskie bory i lasy, a przede wszystkim wydmowe pasy mierzei z unikatowymi w Europie ruchomymi wydmami. Tutaj znajdziemy część tras udostępnio­nych do zwiedzania z naszymi pupilami w formie ciekawych spacerów.

Jeśli udamy się dalej, w kierunku Ziemi Słupskiej, dotrzemy do Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach, które pozwala wejść na swój teren z czworonogami. Jednak nie jest możliwe wspólne zwiedzanie obiektów i pomieszczeń w środ­ku. Jednak gdy przebywamy tu w większej grupie, można sobie w łatwy sposób poradzić z tym problemem, wymieniając się opieką nad psem podczas zwiedzania pomieszczeń.

Na Kaszubach zwiedzających z czworonogami zaprasza Muzeum – Kaszubski Park Etnograficzny im. Teodory i Izydora Gulgowskich we Wdzydzach Kiszewskich. To wyjąt­kowe muzeum typu skansenowskiego, w którym zgromadzono ponad 50 obiektów architektury ludowej z obszaru całych Kaszub i Kociewia.

Muzeum Zamkowe w Malborku każdemu, kto zakupił bilet wstępu, daje możliwość pozostawienia swojego psa bądź kota na sześć godzin w specjalnie przygotowanym miejscu.

Kolejny pomorski obiekt przyjazny czworonogom to Helski Kompleks Muzealny. To sieć obiektów, w skład któ­rych wchodzą: Muzeum Helu, Pracownia Konserwatorska, Muzeum Obrony Wybrzeża, Muzeum Kolei Helskich, stanowi­sko baterii H. Laskowskiego.

Również wiele obiektów noclegowych, na przykład ośrodków wypoczynkowych, gospodarstw agroturystycz­nych czy domków letniskowych, deklaruje się jako przyjazne zwierzętom, proponują nawet dodatkowe ułatwienia, takie jak miski z wodą, wybiegi i zabawki dla psów czy specjalne kojce. Tutaj wymienimy tylko kilka z nich:

  • Domy Morskie, Jantar www.domymorskie.pl,
  • Kompleks domków letniskowych Magnati, Władysławowo www.magnati.pl,
  • Ptasia Osada, Gardna Wielka www.facebook.com/ptasiaosa­dagardnawielka
  • Ośrodek wypoczynkowy eFKa, Wiele www.efka-wiele.pl,
  • Ośrodek wypoczynkowy Largo, Borsk www.largo.pl,

Najpiękniejsze, czym region pomorski może się pochwalić, to plaże i morze. I tu również znajdziemy miejsca, gdzie wypoczynek nad wodą jest możliwy z czworonogami.

Zapraszają Was:

  • Gdynia Oksywie – wejście GDY 4,
  • Gdynia Orłowo – pomiędzy wejściem nr 18 a 19 ,
  • Kuźnica – wejście na plażę nr 31, ul. Helska 2,
  • Łeba – plaża dla psów Łeba B (zachodnia), ul. Jachtowa,
  • Jastarnia – przy wejściu nr 55, między Jastarnią a Juratą,
  • plaża w Brzeźnie – pomiędzy wejściami nr 34 a 36,
  • Sopot – przy wejściu nr 1 oraz pomiędzy wejściami nr 43 a 45,
  • plaża Rowy – ostatnie wejście w kierunku Ustki.

Szukając noclegu, warto w wyszukiwarce od razu za­znaczyć, że szukamy obiektów przyjaznych czworonogom. Jak widać, wypoczynek z pupilem nie musi być niczym ograniczo­ny. Pomorskie zaprasza!

Więcej inspiracji znaleźć można na stronie: www.pomorskie.travel

autor: Agnieszka Matuszewska
zdjęcia: Pomorska Regionalna Organizacja Turystyczna

Zobacz więcej miejsc, do których możesz pojechać z psem w letnim numerze Pets Style – czytaj więcej

8 sierpnia, 2020 0 Komentarze
2 FacebookTwitterLinkedinWhatsappEmail
LifestyleWywiady

Adam Van Bendler – wywiad

przez Pets Style 5 sierpnia, 2020

Sceniczny wulkan energii rozbawiający publikę do czerwoności – tak Adam Van Bendler prezentuje się widzom podczas swoich stand-upów. A jaki jest prywatnie? To emanujący ciepłem i pozytywną energią miłośnik i obrońca zwierząt, założyciel i pomysłodawca Fundacji Psia Krew.

Jaki jest Adam prywatnie

Adamie, jest nam niezmiernie miło gościć Cię na łamach magazynu Pets Style. Chciałabym zacząć naszą rozmo­wę od Twojego dzieciństwa: jakim byłeś dzieckiem? Bo można się domyślać, że rodzice nie mieli z Tobą łatwo.

Adam Van Bendler: Zgadza się, byłem małym urwisem. Wszędzie mnie było pełno. Pierwszy na drzewie i ostatni w ławce. Mimo wszystko przeżyłem wszystkie upadki, a szkoły kończyłem bez żadnych problemów. Rodzice mogą być dzisiaj dumni. I ja też jestem z nich dumny.

Pamiętasz sytuację, która rozwścieczyła nauczyciela do czerwoności, a kolegów rozbawiła do łez?

Adam Van Bendler: Tak. Na lekcji angielskiego w szkole średniej. Absurd w czystej postaci. Wszedłem spóźniony do klasy w kurtce i w czapce. I dostałem jedynkę do dziennika. Tak po prostu. Bez ostrzeżenia. Drugą za to, że kilka sekund później zadzwonił mi w kieszeni telefon. Próbując go wyciszyć, powiedziałem pod nosem „nosz ja pier***ę”… i za to wleciała trzecia.

Adam Van Bendler

Ksywka „van” pochodzi od Twojego pierwszego samochodu. Możesz nam opowiedzieć historię białego seicento?

Adam Van Bendler: W wieku 16 lat wyprowadziłem się z rodzicami 20 kilome­trów za miasto. Nie miałem prawa jazdy, więc przez długi czas jeździłem nim nielegalnie. Służył mi za sypialnię po imprezach w centrum i był moim jedynym rozwiązaniem, żeby dojechać do domu po 21:00, kiedy odjeżdżał ostatni autobus.

Miło wspo­minam ten czas. Nie było w nim tylnych foteli, więc mogłem jak człowiek przespać się dumnie z tyłu w pozycji embrional­nej. Nikt mnie nie mógł zobaczyć, bo z tyłu były przyciemnione szyby. (śmiech)


Studiowałeś prawo i administrację, jednak stwier­dziłeś, że to nie Twoja bajka. Czy nie żałujesz swojej decyzji z perspektywy czasu?

Adam Van Bendler: To była najlepsza decyzja, jaką mogłem podjąć. Dzięki temu zaoszczędziłem kupę czasu, żeby później zmarnować go w Norwegii. Wystarczy, że wcześniej poświęciłem rok, chodząc do technikum ekonomicznego o specjalizacji księgo­wość. Wtedy już wiedziałem, że nie ma szans, żebym komukol­wiek kiedykolwiek sprawdził PIT.

Jak mówiłeś w jednym z wywiadów, najpierw robisz, potem myślisz. Czy były sytuacje, w których żałowałeś, że kolejność nie jest odwrotna?

Adam Van Bendler: Chociażby gdy poszedłem do technikum i później okazało się, że poza normalnymi przedmiotami jest jeszcze mnóstwo zawo­dowych, a każdy z nich interesował mnie jak wyniki hokejowej drugiej ligi w Peru. Niestety, wcześniej nie wiedziałem, że zosta­nę komikiem. Widocznie tak miało być.

Gdybyś mógł spotkać się z jakąś sławną osobą, by porozmawiać o jej sukcesach, porażkach, życiu, to kto by to był?

Adam Van Bendler: Zdecydowanie Zinédine Zidane. Przypadek tego piłkarza pokazuje nam, jak w jednym momencie z piłkarskiego boga można stać się śmiertelnikiem. Zidane był wielkim przy­wódcą na boisku i niesamowitym technikiem. Spokojnym i pracowitym człowiekiem. Ale w swoim ostatnim, pożegnal­nym meczu, czyli finale Mistrzostw Świata w 2006 roku, dał się sprowokować Włochowi z drużyny przeciwnej. Puściły mu nerwy i doszło do jednego z najbardziej spektakularnych fauli w historii futbolu. Zamiast pucharu świata zobaczył czerwoną kartkę, a jego zespół przegrał z Włochami w rzutach karnych. Jego historia jest piękną przestrogą i ważną lekcją dla nas wszystkich. Można mieć wspaniałą karierę zawodową, a przez mały błąd i tak odejść w niesławie.

Adama Van Bendlera w kuchni

Od paru lat jesteś wegetarianinem. Czy zmiana nawyków żywieniowych była procesem, czy decyzję podjąłeś z dnia na dzień?

Adam Van Bendler: Nie jem mięsa od dwóch lat. Po pierwsze zadecydowały o tym względy ideologiczne, które dojrzewały we mnie już od dawna. Przy okazji polecam obejrzeć film „Earthlings”, który rozwieje wszelkie wątpliwości, jeśli ktoś jeszcze je ma, ile jesteśmy winni naszym futrzastym przyjaciołom.

Po drugie w trasach większość komików odżywia się kiepsko. Jest to żarcie najczęściej na stacjach benzynowych i w fast foodach. Po kilku latach takich maratonów fizycznie czułem się fatalnie, a mój brzuch uwypuklał się już nawet, kiedy leżałem. Za namową koleżanki podjąłem się wyzwania i z dnia na dzień odstawiłem całkowicie mięso oraz zaprzestałem jedzenia po 21:00.

Przez pierwsze kilka dni chodziłem wściekły i wyży­wałem się na moim biednym managerze. A później czułem się już tylko lepiej i lepiej. Na tę chwilę nie widzę powrotu do jedzenia mięsa.

Adam Van Bendler:


Która kuchnia ma w swoim zanadrzu najwięcej dań dla wegetarian?

Adam Van Bendler: Szczerze? Nie wiem. Najczęściej wybieram włoskie dania, a od wielkiego dzwonu chadzam do azjatyckich restauracji. Nie gotuję w domu nic poza wodą i kanapkami. Mam tutaj, w Gdyni, tyle wspaniałych knajp, zwłaszcza na Świętojańskiej, że grzechem byłoby ich nie odwiedzać.

Powiedziałeś, że nie gotujesz. Czy to oznacza, że w ogóle nie zbliżasz się do kuchni?

Adam Van Bendler: Jestem dobry w robieniu zakupów i zmywaniu garów po gotowaniu przez kogoś, kto się na tym zna i lubi to robić. Brzmi uczciwie?

Nie jem mięsa od dwóch lat. Zadecydowały o tym względy ideologiczne, które dojrzewały we mnie już od dawna.

Adam Van Bendler

Adam Van Bendler o stand-upach

Bardzo. W końcu najważniejszy jest podział obo­wiązków. Przejdźmy teraz do Twojej pracy. Stand-upy są coraz bardziej popularne w Polsce. Skąd ich fenomen?

Adam Van Bendler: Fenomenem jest bezpośredniość i energia człowieka, który najczęściej po prostu narzeka w zabawny sposób. Polacy kochają słuchać narzekania innych, dzięki temu nie muszą my­śleć o własnych problemach. Uważam, że jest to jedna z kluczo­wych rzeczy.

Życie dostarcza dobrego materiału do przygotowy­wania stand-upów. Ale zakładam, że często codzienne sytu­acje są ubarwiane, by rozśmieszyć publiczność. Jak to wygląda od kuchni?

Adam Van Bendler: Od kuchni wygląda to tak, że wszystko można opowiedzieć na miliard sposobów. Możesz powiedzieć, że poszedłeś do skle­pu po masło i wróciłeś do domu. I tyle. Albo można zauwa­żyć, że pani kasjerka miała wąsy większe niż kierownik sklepu. Albo że po drodze prawie rozjechało mnie auto przejeżdżające na czerwonym świetle. Wszystko tkwi w szczegółach, które na pierwszy rzut oka nie są w ogóle zabawne. Ale gdyby połączyć te rzeczy? Że kierowca auta być może tak się śpieszył, bo bał się, że kasjerka zdradza go z kierownikiem sklepu? Im więcej dostrzegasz głupkowatych mianowników w życiu, tym łatwiej jest znaleźć śmieszną hipotezę.

Gdzie jeszcze szukasz inspiracji?

Adam Van Bendler: Staram się wychodzić codziennie z domu. Mój mózg analizuje najzwyklejsze rzeczy w sposób, o którym nie wypada czasem nawet mówić na głos. Po prostu staram się nie izolować od ludzi. Życie pisze najlepsze żarty. Czy tego chcemy, czy nie.

Ile czasu potrzebujesz na napisanie programu? Bo to nie jest tak, że wychodzisz na scenę i sypiesz żartami jak z rękawa, prawda?

Adam Van Bendler: Program staram się pisać na podstawie rzeczy, które aktualnie mnie dotykają i czuję, że muszę je z siebie wyrzucić. Jeśli chodzi o sypanie żartami jak z rękawa, muszę mieć z kimś naprawdę dobre flow lub mieć wyjątkowy dzień. A co do materiału, to dojrzewa on cały rok. Zdarza się, że na początku mam wyjściowych tematów na godzinę, a z biegiem czasu są one wy­pierane przez inne, dopisywane na bieżąco historie i rozkminy. I tak program po roku może zmienić się diametralnie.

Bardzo często zadajesz pytanie osobie z publiczności. Czy nie obawiasz się, że odpowie nie po Twojej myśli i nastąpi cisza, konsternacja? Czy może długoletnie doświadczenie sprawiło, że wybrniesz z każdej opresji?

Mam swoją publikę i to na niej najbardziej mi zależy.

Adam Van Bendler

Adam Van Bendler: Raczej się tego nie obawiam, bo każdą odpowiedź można obrócić w żart, nawet jeśli jest negująca do granic możliwości. Zabawnie można odbić się nawet od krępującej ciszy. Trzeba tylko chcieć i być odpowiednio skupionym na scenie.

Czy Adam van Bendler stresuje się, wychodząc na scenę?

Adam Van Bendler: Oczywiście. Gdybym wyszedł na scenę zbyt wyluzowany, to mogłoby oznaczać, że mi nie zależy, mógłbym też łatwo pomylić się w tekście. Stres działa na mnie raczej motywują­co. Zwłaszcza podczas sprawdzania nowego materiału, kiedy dokładnie jeszcze nie wiem, z czego i kiedy publika zaśmieje się najmocniej. Taki stresik to świetna sprawa.

Czy pamiętasz swój pierwszy występ, z którego by­łeś zadowolony w stu procentach?

Adam Van Bendler: Pamiętam. To było podczas drugiego występu w życiu, na open mic w Gdańsku przy Elżbietańskiej, u Kacpra i Abelarda. Opowiadałem wtedy o sposobach radzenia sobie na randce, kiedy boli brzuch itp. Dostałem wtedy pierwszy mocniejszy śmiech od ludzi i byłem przekonany, że to jest właśnie esen­cja komedii. Z perspektywy czasu dotarło do mnie, jak niewiele wtedy wiedziałem.

Zdarza się, że ludzie zaczepiają Cię Twoimi hasłami? Czy pamiętasz najzabawniejszą sytuację, jaka Cię spotkała w związku z tym?

Adam Van Bendler: Oczywiście. Wielokrotnie słyszałem jeszcze pod klubami „nie wejdziesz w czapce”. I faktycznie mnie nie wpuszczali. (śmiech)

Kiedy kolejne premiery stand-upów?

Adam Van Bendler: Kolejna premiera będzie, jak tylko zniosą obostrzenia. Mój nowy program „Placebo” jest poświęcony sposobom walki z depresją. Uważam, że ma potencjał.

Czy chcesz zostać najchętniej oglądanym stand-upe­rem w Polsce?

Bardziej zależy mi na byciu najchętniej oglądanym Adamem van Bendlerem. Mam swoją publikę i to na niej najbardziej mi zależy.

Adama Van Bendlera – komik z wielkim sercem

Adamie, przejdźmy teraz do Twojej największej miłości, jaką są zwierzęta. Dzięki determinacji i ciężkiej pra­cy Twoje marzenie się ziściło, założyłeś Fundację Psia Krew. Czy bezpośredni kontakt z bezdomnymi psami zmienił Twoje życie i Ciebie?

Adam Van Bendler: Kontakt z każdym zwierzakiem, bezdomnym czy nie, daje mi dużo radości. Energia cieszącego się na Twój widok psa, kota czy nawet chomika jest darem, którego nie doceniamy. Prosto­ta w zachowaniu i czyste intencje zwierzaków to coś, co ludzki świat utracił już dawno temu.

Twoja fundacja pomogła już wielu schroniskom, między innymi w Gdyni, Kościerzynie, Ostródzie, Wejherowie, Zielonej Górze czy Starogardzie Gdańskim. Wspierasz również inne fundacje, na przykład Znów Na Nogach w Białymstoku. Jak wybierasz instytucje, którym chcecie pomagać? Czy masz jakiś klucz?

Adam Van Bendler: Bazuję na własnym researchu, a kiedy mam wątpliwości, podpytuje znajomych z innych fundacji, a przede wszystkim inspektoratów regionalnych. Staram się sprawdzić miejsce w kilku źródłach. Dokonanie wyboru to jedna z najtrudniej­szych rzeczy, bo trzeba wybrać te najbardziej potrzebujące placówki. Głowa puchnie, ale trzeba wierzyć, że dokonało się sprawiedliwego wyboru.

Kontakt z każdym zwierzakiem, bezdomnym czy nie,
daje mi dużo radości.

Adam Van Bendler

W jednym z wywiadów mówiłeś, że wydajcie pieniądze bardzo rozsądnie, dzięki temu możecie pomóc wie­lu potrzebującym zwierzętom. Która z inicjatyw wymagała największego wkładu finansowego?

Adam Van Bendler: Największym kosztem było skonfigurowanie i kupienie trzech kontenerów mających pełnić funkcję kociarni w Kościerzy­nie. Kupiliśmy nie tylko pomieszczenia, ale również materiały, z których budowane są aktualnie wybiegi dookoła kontene­rów. Całość, łącznie z transportem i montażem, kosztowała nas troszkę ponad 60 tysięcy złotych. Schronisko dało obietnicę, że wyrobią się z wybiegami z ciągu kilku tygodni.

Charytatywny Mecz o Psią Krew

Jesteś pomysłodawcą i organizatorem Chary­tatywnego Meczu o Psią Krew, czyli komicy vs raperzy, i Charytatywnej Gali Stand-up Comedy. Czy łatwo było namówić zawodników do wspólnej zabawy? Kto z nich najdłużej się zastanawiał nad przyjęciem zaproszenia? I kogo brakuje jeszcze w Twojej drużynie?

Adam Van Bendler: Podczas pierwszej imprezy było dość ciężko z ekipą raperów, ponieważ o ile wszystkich komików bardzo dobrze znam, o tyle z raperów znałem zaledwie chłopaków z Dwóch Sławów, których serdecznie pozdrawiam. W pierwszej kolejności ze skła­dem pomogli mi oni, Kuba Stemplowski oraz Sebastian Troni­na. Myślę, że jak na pierwszy raz zebrali fajną paczkę. W bramce raperów stanął Eldo, który robił, co mógł, i zaliczył kilka niesa­mowitych interwencji.

Podczas kolejnej imprezy skład raperów dobierali już Malwina i Filip Jurkowscy, którzy również świet­nie się spisali. Dzięki ich pomocy byłem odciążony na tym polu i mogłem zająć się innymi sprawami organizacyjnym. W ogóle podczas drugiej edycji pomagało mi już znacznie więcej osób, dzięki czemu nie wykończyłem się nerwowo. Za przygotowa­nie obiektów i promocję odpowiadała firma Stage Production, koszulki zrobiła firma R-Gol, był też oczywiście nasz nieodłącz­ny, strategiczny sponsor Zoo Karina, który jest z nami od począt­ku. W naszej drużynie grają same świetne chłopaki, a być może podczas następnej edycji dojdą kolejne nowe twarze i goście specjalni. Nie mogę się doczekać!

W ostatnim meczu trzy razy nie trafiłeś do pustej bramki. Czy emocje wzięły górę?

W kolejnym meczu postaram się nie grać w ataku i myślę, że to rozwiąże wszystkie problemy. To nie emocje, a brak tlenu zadecydował, że nie wiedziałem, gdzie jest bramka, a gdzie trybuny. W późniejszej fazie jeszcze upadłem na nad­garstek i, prawdę powiedziawszy, powinienem był zejść wtedy z boiska i pójść prosto do medyka. To, że łzy szczęścia przeszkodziły mi w trafieniu do bramki, było oczywiście żartem.

Kto jest czarnym koniem w Waszej drużynie, a kto wśród raperów?

Adam Van Bendler: W naszej drużynie mieliśmy ponad 40 zawodników, ale sporo bramek strzelił Wojtek Kucharski. Aż trzy. Wojtek jest mana­gerem Piotrka Szulowskiego, ale na boisku spisał się znakomi­cie. Wyróżniłbym wszystkich, którzy zostawili serce na boisku. Wśród raperów najlepiej wypadli Paluch, Mata, Adi Nowak i Avi. To, co na boisku wyprawiał Yurkosky, również wprawiało w osłupienie. Znakomita technika i dryg do gry kombinacyjnej.

Zarówno gala, jak i mecz zbierają bardzo dużo pozy­tywnych opinii, publiczność jest zachwycona i z niecierpliwo­ścią czeka na kolejne wydarzenia. Jednak najważniejsza w tym wszystkim jest pomoc zwierzętom. Wielu psom i kotom żyje się lepiej dzięki Tobie i Twojej fundacji. A to najlepszy dowód, że Wasza praca ma sens. Na koniec powiedz, proszę, w jaki sposób można wspierać fundację i gdzie można znaleźć więcej informacji o Waszej działalności.

Adam Van Bendler: Pomagamy nie tylko psom i kotom, ale też innym zwierzętom, jak na przykład w Jelonkach, gdzie Ania zajmuje się również końmi, owcami, jeżami, szopami, łasicami, sarnami, lisami, ptakami i innymi ciekawymi obywatelami lasów. Wspierać fundację można poprzez profil FB Fundacja Psia Krew, a nasze filmy znajdziecie na moim kanale na YouTubie. Nasza strona in­ternetowa jest przebudowywana.

Adamie, trzymamy mocno kciuki za dalszy rozwój Fundacji Psia Krew i życzymy samych sukcesów na polskiej scenie komediowej.

Adam Van Bendler: Dziękuję i ja również życzę nam wszystkim dużo radochy i przede wszystkim szacunku i zrozumienia dla zwierzaków, z którymi żyjemy. Tak niewiele, a zarazem tak wiele. A komedia obroni się sama. (śmiech) Do zobaczenia!

rozmawiała: Edyta Winiarska

Czytaj więcej w letnim wydaniu Pets Style – czytaj więcej

5 sierpnia, 2020 0 Komentarze
3 FacebookTwitterLinkedinWhatsappEmail
AkwarystykaAquascapingLifestyleWywiady

Grzegorz Grzegorowski – wywiad

przez Pets Style 1 sierpnia, 2020

Podczas dwóch pierwszych edycji konkursu Polish Aquascaping Contest zajmował drugie miejsca, by w końcu w 2019 roku zwyciężyć, a miało to miejsce w Bydgoszczy, podczas targów PET EXPO. O pasji do akwarystyki naturalnej i szukaniu inspiracji opowiada jeden z najlepszych aquascaperów w Polsce – Grzegorz Grzegorowski.

Akwarystyka naturalna przekonała Cię do zakłada­nia zbiorników, a ryuboku i mizube to style, w których najczę­ściej aranżujesz zbiorniki. Dlaczego?

Myślę, że ryuboku jest tym stylem, który najbardziej upodoba­łem sobie w akwarystyce naturalnej i to w tym stylu od zawsze czuję się najlepiej. Materiały aranżacyjne do tworzenia ryuboku to przede wszystkim korzenie, a z nimi przy odrobinie wyobraź­ni można zrobić dosłownie wszystko. Większość moich prac to lasy aranżowane na wzór zdjęć Puszczy Piskiej Piotra Mie­rzejewskiego – czasami mam wrażenie, że niektóre z nich robi specjalnie pod moją wyobraźnię. (śmiech) Świetny i pomocny z niego gość, to jedna z tych naprawdę wartościowych osób, które poznałem dzięki aquascapingowi – przy okazji serdecz­nie pozdrawiam. Sporo „podkradam” też naturze z lasów deszczowych Amazonii, to kolejna beczka bez dna. Szukam zdjęć w internecie i kawałek po kawałku dopasowuję do tego, co poukładałem sobie w głowie. Właśnie takie krajobrazy podobają mi się najbardziej i dlatego z tego typu natury czerpię najwięcej inspiracji.

Odwzorowujesz krajobrazy ze zdjęć. Dla wielu osób brzmi to niewiarygodnie i zadają sobie pytanie: jak to w ogóle możliwe? Jak się do tego zabierasz? Skąd bierzesz materiały? Jakie dekoracje i rośliny lubisz najbardziej?

Materiały aranżacyjne najczęściej kupuję w kaliskim sklepie akwarystycznym Skalar, właściciel zna mnie już parę ład­nych lat, bo ciągle tam przesiaduję i wygrzebuję wszystko, z czego da się złożyć nawet najmniejszy fragment natury. Drugi sposób na pozyskanie materiałów aranżacyjnych to po prostu zbieranie tego, co dosłownie leży pod nogami: kamieni, gałęzi, korzeni. Swoją pierwszą pracę konkursową na Polish Aquascaping Contest zrobiłem w większości z gałązek i korzeni wierzby i sosny, a ulubioną przeze mnie pracę kon­kursową w 2018 roku zbudowałem na kamieniach przywie­zionych z Kołobrzegu, gdzie spędzałem wakacje z rodziną. W kwestii roślin myślę, że w tak detalicznych aranżacjach, jakie tworzę, sprawdzają się przede wszystkim rośliny w wersji mini, czyli bardzo drobne, bo takie nie zakłócą i nie zasłonią wcześniej przygotowanego hardscape’u.

Bardzo często wykorzystujesz w swoich kompozy­cjach epifity, czy zdradzisz nam, jaki jest najlepszy sposób mo­cowania ich do korzeni?

Tak, bardzo często z nich korzystam. Aranżacje oparte na gęsto ułożonych drzewach, ze sporą ilością detali potrzebują częstych prac porządkowych, a epifity, które rosną zdecy­dowanie wolniej, ułatwiają nam to zadanie. Przygotowanie akwarium do zdjęcia finałowego lub wystawy staje się dużo łatwiejsze, a jeśli damy takiemu zbiornikowi trochę więcej cza­su, uzyskamy pięknie i naturalnie porośnięty kawałek natury. Drugą ważną zaletą tego typu roślin jest ich bardzo natural­ny wygląd, właśnie w aranżacjach prezentujących lasy, czyli ryuboku i mizube. Moim ulubionym sposobem sadzenia i szczepienia tych roślin jest DSM, czyli tak zwany suchy start. Rośliny rozkładam odpowiednio na wcześniej zwilżonej aranża­cji i utrzymując wysoką wilgotność, zostawiam je w akwarium na kilka tygodni, tak żeby przyrosły do materiału, na którym się znajdują. Ten sposób ma bardzo ważną zaletę – rośliny obrasta­ją aranżację bardzo naturalnie.

Aranżacja zbiorników na najwyższym poziomie wymaga cierpliwości, pokory i poczucia estetyki. Jakie jeszcze cechy charakteru powinien posiadać aquascaper, który chce osiągać sukcesy?

Myślę, że wymieniłaś już te najważniejsze. (śmiech) Ciągle słyszę o duszy artysty, ale ja sam nigdy nie czułem się jakoś uzdolniony w tym kierunku. Wiem za to jedno, uczciwa, ciężka praca i dążenie do realizacji założonych celów są ważniejsze niż talent, cierpliwość i inne wymienione cechy. Bez tego nie osiągniemy niczego, nawet obdarzeni w najwięk­sze zdolności i talent.

Czy weźmiesz udział w tegorocznej edycji Polish Aquascaping Contest, która ze względu na pandemię korona­wirusa odbędzie w wersji internetowej?

Tak. Przygotowuję aranżację w kategorii Classic, w zbiorniku 60 × 30 × 35, który czeka na DSM i zalanie. Jeszcze nie wiem, kiedy się za to wezmę, ale myślę, że to będzie impuls. Mimo wszystko trochę żałuję, że ta cała historia z wirusem pokrzy­żowała plany ponownego spotkania się w gronie najlep­szych aquascaperów z Polski, bo zaraz obok rywalizacji chyba to właśnie jest dla większości najważniejsze w tych zawodach. (śmiech)

Ile zajmuje Ci zaaranżowanie zbiornika na konkurs?

Zaaranżowanie zbiornika zajmuje tyle czasu, ile go mam. Dla przykładu, stworzenie suchej aranżacji na PAC 2020 zajęło mi trzy godziny, a tworzenie aranżacji do zdjęcia konkur­sowego na International Aquatic Plants Layout Contest 2018 prawie dwa tygodnie. Jest wiele czynników mających wpływ na czas pracy nad aranżacją: wielkość zbiornika, ilość detali, któ­re zamierzamy pokazać w pracy, styl aranżacji, ilość przygoto­wanego materiału, który zamierzamy wykorzystać. Na koniec należy dodać, że umiejętności też zaliczają się do tych czynni­ków i zdecydowanie mają wpływ na czas aranżacji akwarium.

Wielu aquascaperów utrzymuje się z zakłada­nia zbiorników na zlecenie, dla Ciebie aquascaping to pasja. Ile czasu jej poświęcasz?

Jak do tej pory jest to wyłącznie pasja. Oczywiście jest kil­ka zbiorników, które założyłem na zlecenie, ale w mojej okolicy brakuje odbiorców na taki „towar”. Każdy zakłada akwaria we własnym zakresie. Zresztą myślę, że w Kaliszu, gdzie obecnie mieszkam, chyba mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że jest ktoś, kto zajmuje się aquascapingiem. Z pewno­ścią są nawet akwaryści, którzy nie mają zielonego pojęcia, czym jest aquascaping. (śmiech) Swoimi prywatnymi zbiorni­kami zajmuję się raz w tygodniu, w zależności od ilości pracy zajmuje mi to mniej więcej dwie, trzy godziny tygodniowo.

Czym w takim razie zajmujesz się zawodowo?

Kolejna pasja w moim życiu to sport, rekreacja fizyczna, która jest ze mną od zawsze. Zawodowo? Jestem nauczycielem wychowania fizycznego i trenerem personalnym na siłow­niach. Praca z dzieciakami daje mi sporo satysfakcji i chyba to jest główny powód, dlaczego jeszcze nie zająłem się aquasca­pingiem zawodowo.

Czy rodzina podziela Twoją pasję do akwarystki? Na początku chyba nie zdawali sobie sprawy z tego, jak daleko posunie się moja choroba, nazywana potocznie aquascapin­giem. Byli jednak cierpliwi, ciągle mnie wspierali i wspierają do dziś. Zawsze są przy mnie, na każdych zawodach. Pomagają mi w ocenie ułożonych prac, a nawet, jak trzeba, zajmują się zbiornikami. Bardzo im dziękuję, bez nich nie zaszedłbym tak daleko.

Co daje Ci akwarystyka? Podobno działa kojąco na nerwy i zmysły, czy to prawda?

„Działa kojąco na nerwy i zmysły” – tak, zwłaszcza gdy nieumiejętnie ułożona aranżacja odpływa po nalaniu wody lub gdy w miejscu, gdzie nie idzie włożyć nawet palca, trzeba przykleić kolejną gałązkę uzupełniającą moją wizję w aranżacji. A tak poważnie, w moim przypadku bardziej chodzi o spełnia­nie samego siebie. Na początku było akwarium i rybki, później akwarystyka naturalna, a teraz – diorama.

Dlaczego? Bo im większe wyzwanie, tym więcej przyjemno­ści czerpanej z efektu końcowego. Wiem, wiem, już nie raz to słyszałem, najpiękniejsze są proste akwaria naturalne. To dlaczego najczęściej mówią to osoby, które przynajmniej raz próbowały swoich sił w dioramach?! (śmiech) Nie mogłem się powstrzymać. Każdy styl w akwarystyce naturalnej jest dobry, a najpiękniejsze w nim jest to, ile autor włożył pracy, by osiągnąć zamierzony efekt. Akwarystyka daje mi możliwość sprawdzenia siebie, rywalizacji podczas konkursów z innymi świetnymi aquascaperami, a przede wszystkim możliwość poznania nowych, wartościowych ludzi.

Czy możesz wyjaśnić, czym charakteryzuje się diorama?

Diorama w aquascapingu to bardziej złożona forma suchej aranżacji. Dokładniejsza, bardziej naturalna, zawierająca sporo szczegółów i detali. Myślę, że jest to zdecydowanie „cięższy ka­wałek chleba” do zaaranżowania, utrzymania i wyprowadzenia finalnej formy. Znam wielu aquascaperów, którym aranżacje w tym stylu nie przypadły do gustu, ja natomiast myślę, że są równie piękne i naturalne jak inne style akwarystyki krajobra­zowej.

Autor: Edyta Winiarska

Cały wywiad z Grzegorzem Grzegorowskim w letnim numerze Pets Style – czytaj teraz!

1 sierpnia, 2020 0 Komentarze
4 FacebookTwitterLinkedinWhatsappEmail
PiesPodróże z psem

Na Podkarpacie z psem

przez Pets Style 1 sierpnia, 2020

Zachwycająca natura, fascynująca historia, perełki architektury drewnianej stojące skromnie wśród łąk, zabytki wielowiekowych miast oraz wciąż żywe tradycje – Podkarpacie to kalejdoskop wrażeń, w którym każdy turysta – również ten podróżujący z czworonogiem – znajdzie coś dla siebie.

Doskonałym miejscem do aktywnego wypoczynku z psem są Bieszczady, w których na turystów czekają malow­nicze szlaki piesze, ścieżki przyrodnicze, wiejskie dróżki – ideal­ne na spacery z czworonogiem. Wśród bieszczadzkich atrakcji, z których można skorzystać w towarzystwie czworonoga, znajduje się spacer koroną najwyższej w Polsce zapory wodnej (81 metrów wysokości) w Solinie oraz rejs promem po Jeziorze Solińskim. Emocji dostarczy przejazd klimatycznymi wagonika­mi Bieszczadzkiej Kolejki Leśnej lub w Uhercach Mineralnych drezynami rowerowymi napędzanymi siłą nóg.

Godnym polecenia celem podróży jest Beskid Niski. Nie brak tu miejsc zachęcających do przechadzek, choćby po uzdrowiskowych alejkach w Rymanowie-Zdroju czy Iwoniczu-Zdroju, i osobliwości przyrody, jak wysokie na 40 m urwisko skalne Ściana Olzy z pobliskim wodospadem. Wielbicieli małomiasteczkowej architektury zachwycą Jaśliska – miejscowość znana dzięki kręconym tu filmom, mię­dzy innymi: Wino truskawkowe, Wołyń czy Boże Ciało.

Wspomnieć trzeba też o malowniczych krajo­brazach Roztocza, którego południowa część znajduje się w Podkarpackiem. Kraina przyciąga sielskością, zabytkowymi rezydencjami – jak Pałac Łosiów w Narolu, oraz cerkwiami w Chotyńcu i Radrużu wpisanymi na listę światowego dziedzic­twa UNESCO.

Podkarpacie to dobry pomysł na city break. Sercem regionu jest Rzeszów, a w nim unikatowe Muzeum Dobranocek. Kultowi bohaterowie popularnych wieczory-nek – Miś Uszatek, Bolek i Lolek czy Reksio – przywracają wspomnienia z dzieciństwa. Podczas wieczornych przechadzek w okolicach zamku Lubomirskich można podziwiać koloro­we pokazy fontanny multimedialnej. W stolicy regionu jest też atrakcja przeznaczona dla psów – wzdłuż brzegu rzeki Wisłok ciągną się piękne bulwary, a przy nich psi plac zabaw oraz restauracja przyjazna zwierzętom.

Blisko granicy z Ukrainą ulokowany jest Przemyśl – miasto ponad tysiąca zabytków. Wśród nich barokowa Wieża Zegarowa, w której mieści się siedziba Muzeum Dzwonów i Fajek, oraz otaczające miasto pierścienie Twierdzy Przemyśl – doskonałe miejsce na spacery z psem.

Na południe od Rzeszowa leży Krosno z nowocze­snym Centrum Dziedzictwa Szkła, gdzie na żywo podziwiać można produkcję szklanych dekoracji. Na uwagę zasługuje Muzeum Podkarpackie z najliczniejszą kolekcją lamp naftowych w Europie.

Mówiąc o lampach naftowych, trzeba wspomnieć o ich wynalazcy, pochodzącym z tych terenów – Ignacym Łukasiewiczu. Ojciec przemysłu naftowego założył w podkro­śnieńskiej Bóbrce pierwszą kopalnię ropy naftowej na świecie, działającą po dziś dzień. Obecnie pełni ona funkcję muzeum na wolnym powietrzu, do którego wejść mogą także psy.

Przyjazny zwierzętom jest również skansen w Sanoku. Perełką na jego obszarze jest replika galicyjskiego rynku z XIX wieku. Podczas wizyty w skansenie można odwie­dzić fryzjera, wstąpić do apteki, działającej piekarni oraz wysłać pocztówkę z ponad 100-letniej poczty.

Po Podkarpaciu rozsiane są zabytkowe siedziby daw­nych rodów. Do najpiękniejszych należą: zamek w Łańcucie z niezwykłą kolekcją pojazdów konnych oraz zamki w Bara­nowie Sandomierskim i Krasiczynie. W otoczeniu rezydencji znajdują się rozległe parki ze starym drzewostanem i alejkami, po których z zadowoleniem stąpać będą Wasze psiaki.

Regionu nie ominęły wojenne zawieruchy. Pozostałościami po nich są liczne obiekty militarne, jak schrony kolejowe w Strzyżowie i Stępinie, gdzie w 1941 roku spotkali się Hitler i Mussolini, czy bunkry Linii Mołotowa, które skrywają się wśród zarośli wschodnich terenów województwa.

Wybierając się na wakacje z psem, pamiętajmy o bezpieczeństwie naszym, pupila, jak i innych turystów. Podróżujmy z poszanowaniem przyrody i zabytków.

Obiekty noclegowe, które akceptują zwierzęta, na Podkarpaciu:

  • Apart Hotel 12, Rzeszów
  • Hotel Perła Bieszczadów, Czarna k. Ustrzyk Dolnych
  • Zagroda Magija, Orelec
  • Hotel Zefir, Polańczyk
  • Dwór Kombornia, Korczyna k. Krosna
  • Uroczysko, Baligród
  • Chutor Gorajec, Gorajec
  • Sosnowa Osada, Baranów Sandomierski
  • Zamek Dubiecko, Dubiecko
  • U Schabińskiej – Krzemienna nad Sanem, Dydnia

autor: Wawrzyniec Augustyn

fotografia: zamek w Krasiczynie – Paweł Maksymiec, Roztocze – Alicja Mróz – Łówcza, jezioro Solińskie – Mateusz Pięta, Rzeszów – Bogna Hes, zapora w Solinie – Adrian Weimer.

1 sierpnia, 2020 0 Komentarze
4 FacebookTwitterLinkedinWhatsappEmail
Chomik
Ptaki & Gryzonie

Mój przyjaciel chomik

przez Pets Style 29 lipca, 2020

Mogłoby się wydawać, że chomik to po prostu chomik. Mały futrzak spędzający pół dnia w kołowrotku i napychający worki policzkowe karmą. Ale to także jedno z najpopularniejszych zwierząt domowych, a dla wielu pierwszy zwierzęcy przyjaciel. Trudno się dziwić, ten mały gryzoń dostarcza wszystkim dużo radości, a przy tym należy do mało kłopotliwych pupili. Sprawdźmy, jak przygotować się do hodowli tego małego stworzenia w domu.

Warto wspomnieć, że te małe gryzonie mają nawet swoje święto. Światowy Dzień Chomika obchodzony jest 12 kwiet­nia, co dobitnie świadczy o ich popularności. Dla wielu z nas to pierwszy zwierzak, którym się opiekowaliśmy, i teraz chcemy, aby nasze pociechy doświadczyły tego samego. Jednak czy aby na pewno wiemy, jakiego wybrać i jak się nim opiekować?

Chomik, ale jaki?

Chomik syryjski

Największy z udomowionych chomików, bardzo popularny w hodowli domowej. Osiąga długość od 15 do 20 cm. Żyje średnio 2–3 lata, ale jeśli odpowiednio o niego zadba­my, może dożyć nawet 4 lat. Wśród innych wyróżnia się nie tylko swoim gabarytem, ale też niezwykłą inteligen­cją. Chomik syryjski jest łagodny i ciekawski, a także szybko przyzwyczaja się do swojego właściciela. Rozpoznaje jego głos i zapach, dlatego mówienie do pupila jest pierwszym i najważniejszym etapem oswajania.

Chomik chiński

Chomik chiński jest podobny do syryjskiego, ale znacznie mniejszy. Jego znakiem rozpoznawczym jest dłu­gi ogon. Mierzy około 9–11 cm i waży 40–45 g. Jego ciało ma typowy dla chomików, walcowaty kształt. Sierść chomika chiń­skiego wyróżnia się ciemną pręgą biegnącą wzdłuż grzbietu. W odróżnieniu od innych gryzoni jego główna aktywność nie ogranicza się tylko do pory nocnej.

Chomik dżungarski

Chomik dżungarski został odkryty w Chinach, a dokładnie w rejonie Dżungaria i stąd właśnie pochodzi jego nazwa. Obecnie na wolności najczęściej występuje na terenie Rosji, w okolicach Syberii. Chomik dżungarski jest bardzo mały, sympatyczny i towarzyski – w klatce bezkonfliktowo może mieszkać kilka osobników. Długość samca dochodzi do 11 cm, a samicy do 8 cm. Waży 30–55 g. Znakiem charakterystycznym dla tego gatunku jest ciemna, szeroka pręga biegnąca przez cały grzbiet. Żyje średnio około 1,5 roku. Ten gatunek dostępny jest w pięciu odmianach umaszczenia: szare, szafirowe, perłowe, szafirowo-perłowe oraz cętkowane.

Chomik Roborowskiego

Jest to najmniejszy gatunek z chomików karłowatych. Są one również najbardziej ruchliwe, najzwinniejsze i najszybsze. Z racji tego, że jest tak mały, należy się z nim obchodzić bardzo ostrożnie. Dlatego nie jest polecany dla małych dzieci, które mogą go po prostu zgnieść. Ciężko jest je utrzymać na rękach, ponieważ są w ciągłym ruchu. Gryzoń ten pochodzi z pustynnych rejonów, w związku z tym należy w klatce umieścić pojemnik z piaskiem. Zwierzęta te potrafią dobrze skakać, ale niezbyt wysoko, dlatego możliwe jest ich umieszczenie w dosyć płaskim akwarium lub terrarium. Informację jak oswoić i żywić tego gryzonia znajdziesz na: https://pets-style.pl/chomik-roborowskiego-opis-rasy-jak-oswajac-i-zywic-chomiki/

Zmysły chomika

Wzrok

Duże, czarne i wyłupiaste oczy sprawiają wrażenie, że chomik ma dobry wzrok. Tymczasem te zwierzęta widzą bardzo słabo – nie rozróżniają kolorów, dostrzegają jedynie zarysy przedmiotów z bliskiej odległości, natomiast wszyst­ko oddalone jest dla nich zamazane i nieostre. Ponieważ nie widzą wiele, do poruszania się używają innych zmysłów: doty­ku, węchu i słuchu.

Słuch

Podobnie jak psy, nietoperze czy delfiny, chomiki słyszą ultradźwięki. Ze względu na dobry słuch każdy hałas jest znacznie głośniejszy dla tego malca niż dla nas. Dzięki dźwiękom orientują się w terenie, na przykład kiedy chcą się napić, nasłu­chują kropli wody kapiących z poidełka.

Węch

Również mają dobry węch. Posługują się nim, poruszając się albo gdy chcą na przykład rozpoznać swój teren. Poprzez węch chomik ocenia atrakcyjność pokarmu i decyduje, czy warto go spróbować. O czułym węchu cho­mika pamiętajmy też podczas zakupu odświeżaczy powietrza, zapachowych świec czy pachnących trocin, które swym zbyt intensywnym zapachem mogą podrażnić wrażliwe receptory węchowe.

Dotyk

Dotyk bardzo pomaga chomikowi się poruszać. Na przykład cienkie, długie i niezwykłe czułe wąsy (wibrysy) działają jak anteny: chomiki natychmiastowo reagują na dotknięcie wibrysów. Ten zmysł także znacząco przyczynia się do orientacji w terenie. Szczególnie ważny jest on podczas kopania, na przykład w trocinach, lub przechodzenia przez wąskie tunele. Zwierzak może wtedy wyczuć, w którą stronę powinien kopać, aby wyjść na powierzchnię.

Chomik - jakie są rodzaje?


Jak mieszkają chomiki?

Chomiki do szczęścia potrzebują niewielkiej przestrzeni, pokojowej temperatury i jedzenia, a zjedzą właści­wie wszystko, co im damy. I tu pojawia się problem, ponieważ najczęstszymi błędami w hodowli jest podanie im nieodpowiedniego pokarmu, takiego jak: cebula, fasola, owoce pestkowe, cytrusy, słone przekąski. Zajrzyj na nasz blog, aby dowiedzieć się jak odpowiednio karmić te zwierzątka.

Jest to bardzo ruchliwe i aktywne zwierzę­. Dlatego niezwykle ważnym elementem wyposażenia klatki jest kołowrotek. Zwierzę potrzebuje również ruchu poza klatką, powinniśmy mu umożliwić spędzenie przynajmniej 30 minut dziennie poza nią.

autor: Agnieszka Baranowska

29 lipca, 2020 0 Komentarze
0 FacebookTwitterLinkedinWhatsappEmail
EKOEKOKotPiesŻywienie psa

Karma z owadów zyskuje na popularności

przez Pets Style 28 lipca, 2020

Karma z owadów zyskuje coraz większą popularność wśród właścicieli psów i kotów. Nowe źródło białka w diecie zwierząt budzi zarówno ciekawość, jak i wątpliwości. Przyjrzyjmy się zatem produkcji tego typu karm i wartościom odżywczym owadów.

Dlaczego warto wybrać karmę z owadów?

Karma z owadów przeznaczona jest dla świadomych konsumentów, którzy, żywiąc swoje zwierzę­ta, chcą mieć wpływ także na środowisko. Szacunkowe dane wskazują, że zwierzęta spożywają nawet około 20 procent (inne dane mówią o 12 procentach) całego mięsa produkowanego na świecie. Fermy owadów są dobrą alternatywą dla tradycyj­nej hodowli zwierząt rzeźnych. Zajmują one niewielkie tereny i zużywają tylko 4 procent wody, jakiej potrzeba w standardo­wej hodowli bydła czy świń.

Emisja gazów takich jak amoniak i metan nie istnieje. A produkcja dwutlenku węgla występu­je na znikomym poziomie. Podczas gdy w przypadku same­go bydła dzienna produkcja metanu sięga nawet 500 litrów na sztukę. W przyszłości fermy owadów mogą znajdować się zaraz przy fabrykach karm dla zwierząt, co dodatkowo ograniczy transport i związane z nim zanieczyszczenie środowiska.

Karma z owadów to produkt hipoalergiczny.

Ciekawym aspektem jest także żywienie owadów resztkami pochodzącymi z przemysłu spożywczego, na przy­kład obierkami z warzyw i owoców. Żywienie ich odpadkami odpowiedniej jakości przyczynia się do zmniejszenia ogólno­światowego marnotrawstwa żywności, ale także ilości produ­kowanych odpadów. Wpisuje się to w popularny obecnie trend zero waste.

karma z owadów

Owady w porówna­niu do zwierząt rzeźnych są wykorzystywane w dużo większym stopniu, bo niemal w całości. Przykładowo świerszcz wykorzy­stywany jest niemal w 80 procentach, a larwa muchy Herme­tia illucens nawet w 99 procentach. Tymczasem w przypad­ku bydła wykorzystuje się tylko około 60 procent masy jego ciała. Dodatkowo pozostałości z produkcji owadów mogą zostać użyte jako naturalny nawóz!

Hodowla owadów wydaje się również bardziej humanitarna. Owady w przeciwieństwie do krów lub świń dobrze czują się w dużych grupach. Dodatkowo „ubój” owadów odbywa się w bezbolesny sposób, wykorzystuje się w tym celu zmiennocieplność owadów. Zastosowanie zamrażania powo­duje spowolnienie ich metabolizmu.

Hodowla owadów – co jeszcze warto wiedzieć?

Według obliczeń jednej z firm produkujących owady, tonę insektów można wyhodować na powierzchni 20 metrów kwadratowych w ciągu 14 dni. Stanowi to ogromny kontrast dla wielohektarowych ferm trzody chlewnej lub krów mięsnych. Hodowla owadów nie jest jednak wcale łatwa.

Wiele czynności wykonywanych jest ręcznie, a konieczne tech­nologie są wciąż bardzo kosztowne. Producenci muszą zapewnić zwierzętom odpowiednią temperaturę, wilgotność i dostęp światła. Obecnie dąży się do zautomatyzowania jak największej części produkcji. We Francji firma Ynsect buduje pod Amiens największą farmę owadów, która ma być prawie całkowicie skomputeryzowana.

Jakie wartości odżywcze mają owady?

Wielu naukowców w białku owadów doszuku­je się przyszłości żywienia ludzi i zwierząt. Komisja do spraw Wyżywienia i Rolnictwa działająca przy Organizacji Narodów Zjednoczonych wydała nawet oświadczenie informujące, że wartość odżywcza owadów nie różni się od tej prezento­wanej przez inne źródła mięsa. Mięso owadów porównywane jest często pod względem składu z łososiem lub odkostnionym królikiem.

Zawartość poszczególnych składników odżywczych jest oczywiście zmienna w zależności od gatunku owadów. Niemniej jednak przyjmuje się, że owady są bogatym źródłem kwasów tłusz­czowych, witamin i minerałów. Przykładowo świerszcz zawie­ra więcej żelaza niż szpinak oraz więcej kwasów omega-3 niż wspomniany łosoś.

Mączka z owadów przeznaczona na pokarm dla zwie­rząt jest bardzo bogata w białko (37–63 procent suchej masy), a jej profil aminokwasowy zbliżony jest do mączki rybnej i mączki drobiowej.

Karma z owadów musi spełniać takie same standardy jak karmy bazujące na innych źródłach mięsa.

karma z owadów

Karma z owadami – czy jest bezpieczna dla psów?

Każdego dnia na całym świecie ludzie spożywają owady. Obecnie około 2000 gatunków insektów uważa się za jadalne i regularnie wykorzystuje się je do produkcji żywności. Owady są także naturalnym źródłem pokarmu dla kotów, ryb oraz drobiu. Szacuje się, że stanowią one blisko jeden procent codziennej diety wolnożyjących kotów. Niekwestionowanym atutem białka pochodzącego z owadów jest to, że nie zawiera antybiotyków czy sterydów, które nie są stosowane podczas hodowli insektów.

Karma z owadów musi spełniać takie same standardy jak karmy bazujące na innych źródłach mięsa. Niezależnie przeprowadzane testy w różnych częściach świata nie wykazały przekroczenia dopuszczalnych norm dla pestycy­dów, metali ciężkich czy mikotoksyn.

Można być zatem spokojnym! Inne dotychczasowe badania wskazują, że zarówno koty, jak i psy mogą być ży­wione owadami przez cały czas bez żadnego uszczerbku na ich zdrowiu.


Karma z owadów dla alergików!

Alergie i nietolerancje pokarmowe to coraz częściej diagnozowane problemy zarówno u psów, jak i kotów. Karmy z owadów są uważane za hipoalergiczne. Owady bardzo rzadko powodują reakcje u czworonogów. Dlatego produkty zwierające ich białko mogą być stosowane w diecie psich alergików, podobnie jak u psów i kotów z delikatnym przewodem pokarmowym.

Karma z owadów to alternatywa dla psów alergików.

Karma z insektów dla psa – którą wybrać?

Na rynku zoologicznym znajdziemy zarówno mokre, jak i suche karmy na bazie insektów, przeznaczone do stosowania na co dzień. Oprócz produktów pełnoporcjowych dostępne są również przekąski z owadami dla psa (m.in. w formie ciasteczek); można je serwować w ramach urozmaicenia żywieniowego lub jako nagrodę treningową.

Ciekawą żywieniową propozycją jest karma z insektów oferowana przez markę Tomojo. Produkt przeznaczony jest dla wszystkich dorosłych psów. Źródłem białka w pożywieniu jest mączka pozyskana z czarnej muchy (Hermetia illucens). Dzięki bezzbożowej, hipoalergicznej, monobiałkowej recepturze karma z owadów nie obciąża przewodu pokarmowego i minimalizuje ryzyko niepożądanych reakcji na pokarm. Karma Tomojo powstała w sposób przyjazny dla środowiska, w zakładach specjalizujących się w produkcji ekologicznej. Biodegradowalne opakowanie wykonano z materiału z odzysku. Produkt nagrodzono Diamentem Zoologii, który przyzwany jest najlepszym produktom na rynku.

Marka Brit wprawdziła na rynek karmy Brit Care Sustainable, które powstają na bazie białka owadów i składników pozyskiwanych z lokalnych, ekologicznych źródeł, dochodzi do zmniejszenie emisji CO₂ aż o 35% w porównaniu do receptur opartych na czerwonym mięsie! W karmie znajdują się także probiotyki oraz serdecznik. Pierwsze wspierają kształtowanie prawidłowej mikroflory jelitowej, a serdecznik odpowiada za właściwości relaksujące i antystresowe. Opakowania nadając się do recyklingu.

Brit Care Dog Crunchy Cracker Insects

W ofercie marki Brit znajdziecie także przysmaki dla psa – Brit Care Dog Crunchy Cracker Insects. Producent zadbał o prosty skład smakołyków, dlatego każdy przysmak to mieszanka hipoalergicznego białka z insektów oraz warzyw, owoców, ziół i witamin. Przekąski mogą z radością schrupać zwierzaki z nadwrażliwością pokarmową lub alergiami. Przysmaki są dostępne w kilku wariantach smakowych, dzięki temu przysmaki smakują nawet wybrednym psom. Eksperci wyróżnili Brit Care Dog Crunchy Cracker Insects prestiżowym certyfikatem Diament Zoologii.

Jak przejść na karmę z owadów?

Zmiana karmy nie powinna być trudna. Białko owadów jest dla psów i kotów równie atrakcyjne smakowo i zapachowo jak pozostałe rodzaje mięs zwierzęcych stoso­wanych w produkcji karmy. Różne gatunki insektów mają odmienne smaki, a dodatkowo wiele zależy od tego, czym owady były karmione i jak zostały przygotowane. W przypad­ku produkcji jedzenia dla zwierząt nie wydaje się jednak, żeby miało to większy wpływ na ich zainteresowanie. Owady stoso­wane jako składnik karm dla zwierząt domowych są bowiem zwykle suszone i mielone w celu utworzenia proszku (mączki) z owadów.

W przypadku decyzji o wprowadzeniu nowej kar­my unikać należy nagłych zmian, które mogą powodować przejściowe problemy żołądkowo-jelitowe. Początkowo nowy produkt należy przez kilka dni mieszać z dotychczasową karmą, z dnia na dzień zwiększając jego udział.

Obecnie karmy z owadów są droższe niż tradycyjne karmy wysokiej jakości. Wynika to z kosztów, które ponosi producent podczas projektowania i budowy ferm, oraz braku szerszej konkurencji. Sytuacja na rynku zoologicznym będzie się zapewne zmieniać, ale już dziś warto dokonywać wyborów dobrych dla naszej planety.

Karma z owadów – podsumowanie

  • Karmy z owadów staje się coraz bardziej popularna na rynku zoologicznym.
  • Fermy owadów są o wiele bardziej przyjazne dla środowiska niż tradycyjne fermy zwierząt rzeźnych.
  • Białko owadów jest pełnowartościowe i zwykle nie powodu­je reakcji alergicznych.
  • Produkty zawierające mięso owadów są dla zwierząt smaczne i mają atrakcyjny zapach.

autor: lek. wet. Agnieszka Górecka

Przeczytaj inne artykuły w magazynie Pets Style – czytaj więcej

28 lipca, 2020 0 Komentarze
6 FacebookTwitterLinkedinWhatsappEmail
PiesSport i szkolenie

Piesku! Ruchy, ruchy!

przez Pets Style 23 lipca, 2020

Sport to zdrowie – powiedzenie bardzo prawdziwe, ale i uniwersalne, dotyczy bowiem nie tylko nas – ludzi, ale i naszych czworonożnych przyjaciół. Zadbajmy więc o zdrowie razem z nimi i połączmy siły
w uprawianiu sportów, bo to przecież naturalny od(RUCH). Oto kilka wybranych sportów kynologicznych, które dadzą Wam i Waszym psom nie tylko dużo radości, ale też zwiększą sprawność fizyczną. No i jeszcze ten kontakt z przyrodą na świeżym powietrzu… Najlepiej zacznijcie już jutro, a może nawet jeszcze dziś – od razu po przeczytaniu tego tekstu!

Dogfrisbee

Widowiskowa forma spędzania czasu na wolnym powietrzu, która polega na tym, że opiekun rzuca dyskiem frisbee, a pies aportuje, łapiąc dysk w powietrzu. Ten sport ma różne odmiany, między innymi: longdistance (najdłuższy rzut), timetrial (dwa 20-metrowe rzuty i powrót psa w jak najkrót­szym czasie) czy freestyle (różne techniki rzutów poprzedzają różne rodzaje przechwytywania dysku przez psa).

Genezą tego sportu było rzucanie foremek po ciastach przez amerykańskich studentów. Wszystko dzia­ło się pod koniec XIX wieku w Connecticut, a piekarnia, która sprzedawała ciasta we wspomnianych foremkach, nazywała się „The Frisbie Company”.

U większości psów bieganie, tropienie, pływanie, zabawa z piłką, czyli psie sporty, i silna potrzeba aktywności są zapisane w kodzie DNA. Ruch jest niezwykle ważny dla psów, a jego odpowiednia, codzienna porcja ma bardzo duży wpływ nie tylko na ich wagę i samopoczucie, ale i – o czym najlepiej wiedzą behawioryści – na równowagę psychiczną.

Rodzaj i ilość ćwiczeń fizycznych zależy oczywiście od indywidualnych predyspozycji danej rasy, ale też od osobo­wości psa, stanu zdrowia czy jego wieku. Opiekunowie psów doskonale znają upodobania swoich przyjaciół, jednak wybie­rając odpowiedni sport kynologiczny, muszą także brać pod uwagę swoje preferencje oraz styl życia. Jest w czym wybierać, dlatego już teraz zachęcamy do poznania rodzajów sportów, które można uprawiać na cztery łapy i dwie nogi.

Agility

Dyscyplina rodem z Anglii (ang. agility oznacza zwinność), w której pies pokonuje tor treningowy zgodnie z określonymi zasadami i poleceniami opiekuna. W przypadku tego sportu trening jest wypełniony poleceniami, zachętami, a potem pochwałami i nagrodami. Pies musi jak najszybciej i jak najdokładniej pokonać tor, który składa się z przeszkód, slalo­mu, tunelu, stromizn czy ścian albo wiszących opon.

Co ważne, przygotowując się do pokonania pełne­go toru, można ćwiczyć jego poszczególne elementy w domu lub na spacerze, ale podstawy agility najlepiej poznawać na specjalnych kursach, które przygotują obie strony do sporto­wej współpracy.

Flyball

Sport zespołowy, zresztą jeden z nielicznych, w którym biorą udział psie drużyny składające się z czte­rech zawodników. Polega na przeprowadzeniu wyścigów równoległych sztafet i pokonaniu czterech przeszkód, aby dotrzeć w jak najkrótszym czasie do wyrzutni piłek. Pies po jej naciśnięciu łapą musi złapać piłkę i powrócić z nią na linię mety, do opiekuna.

Wygrywa psia drużyna, która zrobi to najszybciej, uwzględniając prawidłowe pokonanie przeszkód. Czy wyobra­żacie sobie ten doping opiekunów i koncentrację psich zawod­ników?

Obedience

Popis posłuszeństwa i cierpliwości – tak w skrócie można scharakteryzować tę dyscyplinę, która wyłania najbar­dziej wyszkolone psy oraz nagradza ich opiekunów. W Polsce zawody obedience organizowane są pod nazwą „Pies towarzy­szący” i składają się z trzech stopni: PT1, PT2 i PT3. Każdy z nich zawiera zestaw zadań do wykonania, a ich poziom trudności zwiększa się wraz z kolejnym etapem.

Psy muszą miedzy innymi chodzić prawidłowo przy nodze, wykonać komendy „siad”, „waruj”, „leżeć” oraz „dawać głos” w określonych odległościach od opiekuna. Dodatkowej ocenie podlega nastawienie psa, który powinien być nie tylko wzorowo posłuszny, ale i wesoły. Opiekun nie może nagradzać zawodnika smakołykami ani wywierać presji.

Rally-o

Sport dla każdego psa, który łączy kilka dyscyplin – m.in. obiedence i agility, i ma przyjętą nazwę „posłuszeństwo na luzie” (w przeciwieństwie do obedience, wymagającego żołnierskiego rygoru). Startując w zawodach, oboje pokonu­ją tor, na którym znajdują się tabliczki nakazujące wykonanie konkretnego zadania o różnym stopniu trudności, na przykład chodzenie przy nodze, skupienie uwagi czy wykonanie komen­dy „leżeć”.

Treningi rally-o wymagają ukończenia kursu podsta­wowego posłuszeństwa, z którego korzyści są doceniane także poza torem treningowym.

Dock diving

Obietnica doświadczenia niezwykłych wrażeń spor­towych dla tych psów i ich opiekunów, którzy kochają wodę. Dock diving to po prostu aportowanie i skoki do wody. Nie­które z nich powinny być jak najdłuższe, jak np. Big Air – czyli psi skok w dal zakończony w wodzie. Inne odmiany tej dyscypliny polegają na pływaniu na czas po zdobycz, która czeka na zawodnika na drugim końcu 12-metrowego basenu. Istnieje także odmiana Extreme Vertical i w tym przypadku pies skacze na wysokość 2,5 metra do zawieszonej w górze zabawki, aby chwilę później poddać się prawu grawitacji i spaść do basenu.

Dock diving to stosunkowo bezpieczny i łatwy do uprawiania sport, który dostarcza psom ogromnej frajdy. Nie mniejszą radość ma także widownia zawodów, które w Polsce znane są jako „Latające psy”. Warto wiedzieć, że czworonożni rekordziści mogą „pofrunąć” nawet na 9 metrów w górę.

autor: Elżbieta Maciejewska

Przeczytaj inne artykuły dostępne w magazynie Pets Style czytaj więcej

23 lipca, 2020 0 Komentarze
1 FacebookTwitterLinkedinWhatsappEmail
PiesZdrowie psa

Lato czeka! Zadbaj o swojego psa

przez Pets Style 20 lipca, 2020

Wspólne wakacje z psem? Letnie treningi? Długie spacery w lesie? Tak, tak, tak! Warto jednak znać zasady bezpieczeństwa, by wspólny letni czas był prawdziwie relaksujący.

Termoregulacja u psów

Termoregulacja to sposób organizmu pozwalający na utrzymanie optymalnej temperatury ciała w zmiennych warunkach. Wzrost temperatury powoduje całą kaskadę reak­cji, które mają doprowadzić do powrotu równowagi w organi­zmie. Termoregulacja opiera się na czterech procesach:

  • ewaporacji (parowaniu),
  • konwekcji,
  • radiacji (promieniowaniu),
  • kondukcji (przewodzeniu).

Gdy temperatura otoczenia jest niższa niż tempera­tura ciała psa, termoregulacja opiera się głównie na promie­niowaniu i konwekcji. U czworonogów (inaczej niż u ludzi) gruczoły potowe mają bardzo ograniczone znaczenie, a wy­miana ciepła przez parowanie związana jest przede wszystkim z zianiem. Niestety bywa ono mało skuteczne, gdy u psa doszło już do odwodnienia, które spowodowało suchość błon śluzo­wych.

Uwaga! Udar słoneczny!

Udar cieplny to najcięższa postać hipertermii (przegrzania) organizmu. Pojawia się w sytuacji, w której or­ganizm nie jest w stanie oddać nadmiaru ciepła do otoczenia. Wyróżnia się dwa rodzaje udaru cieplnego: wysiłkowy oraz klasyczny.

Pierwszy związany jest z aktywnością fizyczną czworonoga, drugi z temperaturą otoczenia. Każdy rodzaj udaru cieplnego jest stanem bezpośredniego zagrożenia życia wymagającym natychmiastowej interwencji opiekuna i lekarza weterynarii.

W grupie ryzyka znajdują się psy:

  • otyłe,
  • starsze,
  • z problemami kardiologicznymi.

Objawy udaru to:

  • dyszenie,
  • przekrwienie i suchość błon śluzowych,
  • niezborność ruchów,
  • wymioty,
  • biegunka (z krwią),
  • osłabienie.

Prawidłowa pomoc polega na jak najszybszym przewiezieniu psa do lekarza weterynarii. Zastosowana powin­na być tlenoterapia, podanie płynów oraz leczenie wtórnych zaburzeń. W drodze do lecznicy psa można, a nawet trzeba schłodzić. Badania pokazują, że znacznie zmniejsza to ryzyko zgonu czworonoga. Można to zrobić przy użyciu chłodnych okładów (użycie lodu jest kontrowersyjną metodą, która może potencjalnie zaszkodzić psu), wiatraka lub spryskiwania przestrzeni międzypalcowych alkoholem izopropylowym.

Lato seniora

W upalne dni szczególna uwaga należy się psom starszym, z chorobami serca oraz nadwagą. By zapewnić im pełen komfort i potrzebną organizmowi ochłodę, można sięgnąć po jeden lub kilka z opisanych sposobów.

Jedną z prostszych metod przyniesienia psu ulgi podczas wysokich temperatur jest stosowanie mrożonych smakołyków. Chłodny kong z pastą, domowe lody o smaku bulionu z kurczaka lub galaretka cielęca to smaczne przekąski, które dodatkowo przyjemnie chłodzą. Dobrym sposobem jest także dodanie kostki lodu do miski z wodą.

Zastanawiając się nad miejscem na spacer lub zabawę, rozważyć można wyprawę nad zbiornik wodny. Pływanie jest dobre dla seniorów, gdyż nie obciąża ich sta­wów, a wzmacnia mięśnie!

Rozważyć można także zakup specjalnej maty chłodzącej. Jest to średniej wysokości wydatek, który może znacznie poprawić komfort seniora. Tymczasowym rozwiąza­niem może być umieszczenie pod psim legowiskiem zmrożo­nych torebek żelowych. Należy je jednak ukryć przed czworo­nogiem, by uniknąć ich pogryzienia.

Gorące chodniki

Asfalt, beton czy bruk – trudno uniknąć ich podczas spacerów w mieście, ale latem stanowią prawdziwe niebez­pieczeństwo dla psich łap. Chodząc w butach, nie czujemy, jak bardzo się nagrzewają! By uchronić swojego czworonoga przed poparzeniem delikatnych opuszków łap, warto rozważyć zakup psich butów. Jest to dobre rozwiązanie, jeśli nie możemy wybrać trasy spaceru pozbawionej nagrzanych powierzchni.

Kolejną opcją są kremy ochronne na bazie wa­zeliny lub z filtrami UV, a także specjalne woski. Dostępne są w gabinetach weterynaryjnych oraz niektórych sklepach internetowych. Ważne jest stosowanie produktów specjalnie przeznaczonych dla psów, gdyż zwierzęta mają inne pH skóry niż ludzie.

Treningi i podróże

Ćwiczyć z psem można nawet w upalne dni, warto robić to jednak wczesnym rankiem lub późnym popołudniem. Pozwoli to uniknąć bezpośredniego narażenia na promienie słoneczne i najwyższych temperatur. Podobnie sprawa ma się z podróżami, lepiej zrezygnować z nich w najgorętszych porach dnia.

Planując treningi i wypoczynek z psem w lesie lub na łące, koniecznie trzeba pamiętać o zabezpieczeniu przeciw­kleszczowym! Na rynku dostępne są obroże, tabletki i prepara­ty typu spot-on. Dobrze jest także zaopatrzyć się w specjalne przyrządy do usuwania kleszczy. Im krócej żeruje kleszcz, tym mniejsze ryzyko transmisji czynników chorobotwórczych. Nie­stety, co czwarty kleszcz jest nosicielem groźnej dla psów ba­beszjozy.

Brak apetytu – czy latem to norma?

U wielu czworonogów apetyt latem spada. Jest to naturalna reakcja, która zwykle nie świadczy o chorobie. Martwić można się dopiero wtedy, gdy zauważymy niepokoją­ce zmiany, na przykład: spadek wagi, pogorszenie stanu sierści lub nadmierną ospałość i osowiałość. Zwykle brak apetytu wy­nika jednak z mniejszego zapotrzebowania na kalorie związane­go z niższą aktywnością psa.

Zapamiętaj!

  • Podróżuj i trenuj z psem wczesnym rankiem lub późnym popołudniem.
  • Nawet na chwilę nie zostawiaj psa samego w samochodzie!
  • Regularnie uzupełniaj miskę z wodą.
  • Unikaj spacerów po rozgrzanych nawierzchniach.
  • Rozważ zakup psich butów lub kremów ochronnych do opusz­ków łap.
  • Stosuj mrożone przysmaki i maty chłodzące.

autor: lek. wet. Agnieszka Górecka

Przeczytaj inne artykuły w letnim wydaniu Pets Style – czytaj więcej

20 lipca, 2020 0 Komentarze
0 FacebookTwitterLinkedinWhatsappEmail
Najnowsze posty
Starsze posty
Reklama

web-petsstyle-p!

Chcesz być na bieżąco? Zapraszamy na nasze media społecznościowe, szczególnie na Facebooka. Zachęcamy również do zapoznania się z ofertą naszego sklepu online z akcesoriami, karmami i przekąskami dla zwierząt!

Facebook Instagram

Pies

    • Rasy psów
    • Żywienie psa
    • Zdrowie psa
    • Eko pies
    • Pielęgnacja psa
    • Akcesoria dla psa
    • Sport i szkolenie
    • Ciekawostki o psach

Kot

    • Rasy kotów
    • Dieta kota
    • Zdrowie kota
    • Eko kot
    • Produkty dla kota
    • Podróż z kotem
    • Ciekawostki o kotach

Ptaki i gryzonie

    • Sprzęt i akcesoria
    • Zdrowie i pielęgnacja
    • Żywienie gryzoni

Akwarystyka

    • Aquascaping
    • Ryby akwariowe
    • Krewetki akwariowe
    • Rośliny akwariowe
    • Sprzęt akwarystyczny

©2026 – All Rights Reserved. Designed and Developed by elite expo

  • Reklama
  • Redakcja
  • Polityka prywatności
  • Regulamin konkursu
PETS STYLE
  • Aktualności
  • Diamenty Zoologii
  • Pies
  • Kot
  • Akwarystyka
  • Ptaki & Gryzonie
  • Lifestyle
  • Quiz